rudawazji blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2004

Jakieś fatum mnie prześladuje! Albo racje miał kolega z działu IT jak oskarżył mnie o wysyłanie złych fluidów, mających niszczycielski wpływ na najnowocześniejsze komputery, drukarki i inne tego typu sprzęty. Co prawda argumentowałam, że nigdy mi nie dali żadnego nowoczesnego sprzetu i nie dziwota, że te graty sie psuły jak tylko się ich tknęłam, ale może rzeczywiście coś w tym jest, ze technika mnie nie lubi? Skoro tę notkę piszę po raz trzeci??? Za pierwszym razem była poświęcona mojej wielkiej miłości z którą się właśnie rozstaję. Kiedy wypalona procesem twórczym, nacisnęłam wreszcie butonika ‚dodaj’ dokładnie w tej chwili padł internet. Oczywiści notkę huj w bombki strzelił. Dwa dni później postanowiłam notkę odtworzyć. Tym razem poświęciłam ją podłym knowaniom u mnie w firmie czyli jak to poprosiłam Gosię by wyrzuciła Mateusza z pracy. Nie wiem co się stało tym razem. Pisanie notki raz na jakiś czas przerywałam, zajmując się pracą (w końcu nie płacą mi za pisanie bloga – a szkoda) i za którymś razem jak chciałam wrócić do bloga to już go nie było w pasku na dole… Notka? Tak, oczywiście że huj w bombki strzelił.
Jeśli to co teraz piszę się nie zachowa to uroczyście oświadczam, ze kończę z blogiem.
A podsumowując:

1. O miłości.
Niestety mój ukochany ma gabaryty uniemożliwiające mi przewiezienie go do Indii w charakterze bagażu podręcznego. Biletu też dla niego raczej nie kupię. Czekać na mnie bezczynnie nie ma sensu by czekał. Więc trzeba bylo podjąc brutalną decyzję o sprzedaży mojego ukochanego volviaczka 460, rocznik 93, silnik 1.8, kolor – ORYGINALNY!!! i to tak oryginalny, że nikt nie wie jak go nazwać. W zależności od oświetlenia, stopnia czystości niuńka i płci zgadującego padają określenia – brązowy!, – no coś ty? wrzosowy, – jaki wrzosowy? śliwkowo-brązowy!, gówno prawda – on jest grafitowy!, – dobra, ale przynajmnije metalic!, – jaki metalic? przecież to perła????
Zaznaczam, że opinie nie pochodzą bynajmniej od daltonistów. Po prostu mój niuniek jest naprawdę oryginalny.
Wiem, ze dla wielu to śmieszne, ale ja kocham mój samochód. Spędziłam w nim i z nim wiele cudownych chwil i kiedy tydzień temu zaalarmowana przez znajomego ze następnego dnia musi mi zabrać samochód bo ma dobrego kupca, wpadłam w otchłań czarnej rozpaczy…
W ciągu dnia jeszcze się jakoś trzymałam, ale kiedy już na noc miałam jechać na chatę nie mogłam się oderwać. Jeździłam w te i wewte, łamiąc wszelkie możliwe przepisy, wyłączając jazdę pod prąd (przynajmniej nie zauważyłam), słuchająć rozkręconej na maksa muzy, jarając szluga za szlugiem i próbując powstzrymać łzy. Zarzuciłam cd z the singles no doubt, w ramach poprawy humoru bo zawsze tak na mnei ta plyta dziala w samochodzie, ale nagle doszlo do don`t speak. i wtedy pękłam. Jak poleciał wers „i really feel like I`m loosing my best friend…” rozszlochałam się jak bóbr. I tak jezdiłam przez następną godzinę, szlochając jakbym zobaczyła narzeczonego w namiętnych uściskach z najlepszą przyjaciółką co najmniej.
Noc była tragiczna. A następnego dnia zanajomy wystawił mnei do wiatru i egzekucja została odroczona. i dobrze.

punkt 2 czyli podsumowanie dlaczego chcialam by gosia wyrzucila mateo z pracy pozniej bo teraz ide do roboty

wiesci sie rozchodzą i zainteresowanie osób niewielu co prawda, ale za to tych naważniejszych dopinguje mnie do jakiegos wpisu. tyle ze wciaz jestem jeszcze tutaj hi hi a przeciez nie bede sie rozpisywac o podróży do supermarketu nie?

za to w piatek poznalam SAHELI, która ma już za sobą to co przede mną i znowu dostalam maksymalnej podjarki. doszedl za to zgryz co z ubezpieczeniem. prawie wszyscy ktorych poznaje co dlugo podróżowali, robili to bez zadnego ubezpieczenia. szczeście? głupota? brak wyobraźni? lekkomyślnosć? Iść w ich ślady? mam zgryza…
Gosia wróciła z Indii. Na szczęście ona zalicza sie do tych ludzi co lubią i potrafią opowiadać o podróżach (i to jak!!!) Większość podróżników sama z siebie nie opowie nic, jak ich wołami ciągniesz za język to w końcu coś z siebie wyduszą a potem i tak mówią, ze nikt nie chce słuchać o podróżach. Nie wiem na czym to polega, może kiedyś też tak będę miała. Na razie o podróżowaniu mogę nawijać i słuchać godzinami. I tak wyglądało pół nocy słuchania, wzdychania i wytrzeszczania oczu. Kilkaset zdjęć. Za dwa miesiące będę to oglądać na własne oczy. Tyle ze dotarlo do mnei ze 2- 3 miesiące na Indie przy tempie w jakim lubię podróżować (żółwie) to jakaś utopia. Pół roku zejdzie mi się jak nic. chyba, że będę w tej grupie ludzi co po dwóch tygodniach bezposredniego obcowania z Indiami zmieniają rezerwację i wypieprzają jak najszybciej by nigdy nie wrócić. ale jakos nie sądzę. W Azji nachodzi mnie anielska cierpliwość i tolerancja franciszka z azyżu. choć chyba Marta ma na ten temat inne zdanie hi hi.
ale to juz inna historia…

wiedziałam, że tę kurwę na wstępie ktoś mi predzej czy później wypomni! a ona naprawde spontanicznie sama z siebie wskoczyla. kazdemu by wskoczyla jakby se kasowal z trudem wypocone notki.
tak na marginesie to ta notka, druga, tez juz powstaje po raz 3. Tak, caly czas klikam nie w to miejsce co trzeba. no comments please!
w ogóle nie mam nic specjalnego do napisania, ale ludzie sie pytaja czy zalozylam tego bloga podrozniczego juz, i ja jak durna mówie ze tak i podaje adres, a potem sie glupio zaczynam tlumaczyc ze jeszcze tam nic nie ma. no to zeby sie glupio nie tlumaczyc to cos tam pisze teraz. yo!
a dzis moja przyjaciolka mi podeslala artykul o podróżujących laskach, który napisała na potrzeby pewnego kobiecego pisma. Artykuł jest taki, że chcialam uciekac z pracy i zaczac pakowac plecak. Pachniał po prostu podróżą. artykul znaczy sie, nie plecak. Gdyby nie to ze wiem ze moje marzenie juz za moment comes true to bym sie zaplakala z zalu i zazdrosci lekkiej czytajac. a tak roznosilo mnie ze szczescia ze niedlugo ja tez! czego wszystkim zycze…


  • RSS