rudawazji blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2004

Tak w ramach oglednego wyjasnienia, bo skrzynke mi zasypal stos maili (co bardzo mnie wzruszylo, I dziekuje za troske, ale przepraszam, nie mam sily teraz siedziec w kafejce I klepac maila za mailem). Nie zastanawiam sie nad powrotem do polski, ta opcja w ogole nie wchodzi w gre. Mam dylematy dotyczace etapu mojej podrozy I etapu w moim zyciu osobistym. I tyle. Dylematy sa powazne I stad ta nostalgiczna notka poprzednia.

PS. Sapalka – wypchaj sie z pakistanem, tak samo z kaszmirem – chcesz zebym zamarzla w moich letnich spodniczkach I koszulkach????? Na to byl czas pare miesiecy temu, teraz se moge nastukac. Buzi.

…tak samo jak moja indyjska wiza.
12 pazdziernika mam ostatni dzien na opuszczenie tego kraju.
10 pazdziernika z madrasu odlatuje samolot do londynu, a potem nastepny do warszawy. Wciaz mam bilet – zakupiony w styczniu w ramach szalonych cen British Airways. Kupiony w promocji, wiec bez mozliwosci zmiany rezerwacji czy zwrotu. Ostatnia szansa na powrót do dawnego zycia. Byc moze, byc moze nawet by mnie przyjeli z powrotem na dawne stanowisko w bylej pracy – akurat jest wolne;)

Sek w tym, ze nie chce wracac. Nie tyle do Polski, co bardziej do dawnego zycia. Byc moze wciaz nie wiem czego chce, albo chce gwiazdki z niebia, ale na pewno wiem czego nie chce i tego sie bede trzymac. A stan konta jeszcze przez chwile na to pozwala;)

Dylematy ostatnich dni – gdzie ubiegac sie o nastepna wize. Sri Lanka – najszybciej i najlatwiej, ale tez najdrozej i… nie lubie sie cofac. Bangladesh – nietypowo, malo kto wybiera te trase, moze warto przetrzec szlaki. Nepal – najczestsza opcja, najtaniej, ale tez najdalej i najdluzsza droga. I, jak mnie ostrzegli na forum dyskusyjnym Lonely Planet – ambasada indyjska w Kathmandu czesto odmawia wizy tym co dopiero opuscili Indie. Z drugiej strony – taki mial byc mój szlak – Indie – Sri Lanka – Indie – Nepal – Indie – Birma,itd. Stick to original plan czy go with a flow. A moze jedno i drugie razem? Mam jeszcze kilka dni na podjecie decyzji. 5 pazdziernika najpózniej musze wyjechac z Palolem. Wczesniej zarezerwowac bilety na pociagi. Decyzje, decyzje. Nie wiem czy wróce do Indii, a jesli wróce do Indii to czy wróce na Goa. Wszystko sie kiedys konczy i byc moze wlasnie jest ten czas.

18 wrzesnia zaczelo sie zbiorowe szalenstwo czyli Ganesh festival. Ganesh to jeden z ulubionych hinduskich bogow. To ten, ktoremu tatus – Shiva, scial glowe bo nie wiedzial ze to jego syn, po czym zrozpaczony,jak sie dowiedzial co zrobil, slubowal wymienic glowe syna na leb pierwszego zwierzaka jakiego spotka no i spotkal slonia. Wiec o ile cialo Ganesha niczym sie rozni od przecietnego faceta z mocno rozwinietym miesniem piwnym, (bo to bog, ktory lubi ludzkie radosci zycia;), to z ramion wyrasta mu regularny sloni leb z dluga traba. Zagadka nie do rozwiklania dla turystow pozostaje dlaczego Ganesh, ze swym traumatycznym dziecinstwem jest uwazany za boga szczescia, zwlaszcza szczescia biznesowego. Najbardziej kochaja go w stanach Maharashtra, Kerala i Goa i tam wlasnie festival Ganesha jest wiekszym swietem niz Nowy rok. To przede wszystkim swieto rodzinne. Jedni obchodza go tylko jeden dzien, drudzy ida do maksimum czyli 11 dni, ale zawsze jest to nieparzysta liczba. Z tej okazji zjezdza sie cala rodzina, ze wszystkich krancow swiata. Na przyklad w rodzinie Manu jest to ok 70 osob! Wszyscy zgromadzeni w wielkim domu, spedzaja caly czas razem, obzerajac sie wegetarianskimi (bramini!) przysmakami (niektore sie przyrzadza tylko raz w roku, z okazji swieta Ganesha). Kobiety jedza na koncu, po mezczyznach (sic!) a jak laska ma okres to nie wolno jej wziac udzialu w uroczystosci (!). Domy sa ozdabiane roznymi duperelami i zawsze robia to wspolnie najmlodszy i najstarszy czlonek rodziny,a ‚high class bramin’ sprawuje nad tym piecze i o ile dobrze zrozumialam odprawia cos na ksztalt swiecenia domu jak u nas ksiadz po koledzie. Jesli sie zdarzy ze zemrze sie jakiemus waznemu czlonkowi rodziny to najblizsze swieto Ganesha nie bedzie przez rodzine obchodzone. Jest to wyraz najwiekszego szacunku i kobieta na taki respekt moze sie zalapac jedynie jesli urodzila jakas gigantyczna liczbe dzieci, plci meskiej oczywiscie;). Niestety wiem to tylko z opowiadan, bo rodzina Manu, ktora obchodzi festiwal w domu dziadkow w Bombaju, najprawdopodobniej dostalaby zawalu gdyby mnie zobaczyla;). (O ile wybitna wiekszosc Hindusow bylaby obsrana ze szczescia majac bialego goscia, to akurat Bramini sa ta jedyna warstwa spoleczna, dla ktorej wszyscy nie-bramini to pariasi). Wiec obchodzimy Ganesha na Goa.

Myslalam ze w Palolem nic sie specjalnego nie bedzie dzialo, w koncu to mala wioska, ale wczoraj mnie na maksa wcielo. W ciagu dnia wszyscy swietuja w domu i tylko ciagle wystrzaly kapiszonow i rac sygnalizowaly ze cos sie dzieje. Za to wieczorem, po zachodzie slonca, na plazy zaczelo sie pelne szalenstwo. Zgromadzil sie dziki tlum. Hindusi wymieszani z bialasami. Ci pierwsi sie modla, spiewaja piesni, ci drudzy z obledem w oczach cykaja fotke za fotka. Noc rozswietlona jedynie swieczkami z oltarzy Ganeshowych wyrownywala rozne kolory skor. Nie bylo zadnych podzialow ani roznic, wszyscy na swoj sposob swietowali urodziny Lorda Ganesha. Hindusi sa najwyrazniej zadowoleni z zainteresowania turystow, a bialasy szczesliwe ze moge w tym uczestniczyc. Wszyscy skladali sobie zyczenia – Happy Ganesh. Szum morza, dzwonki, spiewy mieszaja sie z wybuchami rac i kapiszonow.Tak samo zapachy kadzidelek przenikaja sie ze swadem powybuchowym. Czulam sie troche jakby byl Nowy Rok. Wszyscy stali zgromadzeni dookola malych oltarzy z figura Ganesha (kazda rodzina przynosi swoj). Taka figure wykonali kilka dni wczesniej, stoi ona w centralnym miejscu w domu dopoki rodzina obchodzi festiwal. Kiedy rodzina postanawia zakonczyc swietowanie (wczoraj byl pierwszy dzien kiedy bylo to mozliwe) wychodza w pochodzie na plaze i po odprawieniu ceremonii spuszczaja Ganesha na wode jak my marzanne na wiosne. Jak ktos nie mieszka nad morzem to szuka jakiegokolwiek zbornika wodnego. Wczoraj caly cyrk trwal od 20:30 do ok 1 w nocy, co chwile pojawialy sie nowe tlumy z kolejnymi oltarzami z Ganeshem, przez pol godzinki odprawiali pooje po czym jak w procesji ruszali do morza (akurat jest ta faza ksiezyca ktora powoduje maksymalny odplyw w nocy wiec byl to spory spacerek;) by zatopic boga. Klimat byl nieziemski. To zajebiscie pozytywne swieto. Najpiekniejsze jest to ze na rownych prawach biora w nim udzial Hinduisci, bialasy ale takze ci Indusi ktorzy sa katolikami. Na Goa jest ich od cholery – w koncu Portugalczycy wykonali tu niegdys kawal brudnej roboty zmuszajac ludzi do przejscia na katolicyzm. (o tym napisze wiecej przy okazji). Przez wieki obchodzenie Ganesha bylo zakazane na Goa, wyznawcy Hinduizmu robili to w zaciszu domowym jedynie, a oltarz Ganesha byl w skrzyni, ktora mozna bylo szybko zamknac w razie nalotu.

przedwczoraj mial byc kolejny dzien kiedy sie spuszcza ganesha na wode, znaczy sie konczy swietowac festiwal, ale caly dzien lalo a wieczorem rozpetala sie tak gigantyczna ulewa ze tradycji nie stalo sie zadosc i ganesha wodowali ponownie dopiero wczoraj i tak jeszcze przez tydzien, co drugi dzien imprezka;)

A laska ktora sprzata w naszym domu przyniosla slodycze Ganeshowe. W ksztalcie duzego pieroga (wielkosci dloni), z ciasta chyba gotowanego w glebokim tluszczu, tak ze oslonka jest lekko twardawa i pierog jest jakby nadmuchany. W srodku lata sobie mieszanka przypominajaca nieco muesli, czyli mieszanka kokosa, roznych ziaren i miodu. Zajebiste!

…Z Agry ruszylysmy do Khajuraho. Najpierw pociagiem, ktory mial tylko klimatyzowane przedzialy, urzadzone nieco jak w samolocie, roznosili herbatke, kawke i gazetki, az nie moglam uwierzyc ze to Indie he he. W Jhansi mialysmy przesiadke w autobus, ktora nam nie wyszla bo…

… Mialam problemy z zabukowaniem biletu na Goa. Pociagi byly ciezko oblozone na tydzien w przod i wyladowalam na waiting list z numerem 167. Waiting list oznacza, ze nie masz rezerwacji miejsca i dopiero na kilka godzin przed odjazdem okazuje sie czy masz szczescie. Do ok 30 numeru mozesz liczyc na miejscowke, powyzej – zapomnij, wiec z moim 167 mialam upojna wizje jak skulona spedzam 30 godzin w zaszczanym i zakaraluszonym korytarzu. To nie byla fajna wizja, wiec w podskokach wladowalam sie do biura pana dyrektora stacji, ktory bardzo sie przejal moja sytuacja i z miejsca zaczal wykonywac jakies telefony. Po kilkunastu minutach caly szczesliwy oznajmil, ze dostal zgode na ‚emergency seat’ i mam zakupic bilet na inny pociag bo na ten co chcialam nie ma takiej opcji. No wiec lece do kasy a tu dupa jasiu – na ten pociag nawet waiting list juz jest zamknieta. I tu sie zaczyna bledne, biurokratyczne kolo. Dyrektor ma dla mnie fizycznie miejsce w pociagu, ale nie moze go dla mnie zarezerwowac bo nie mam biletu. A biletu nie moga mi sprzedac bo system komputerowy odmawia bo waiting list zamknieta. Z kolei na drugi pociag mam bilet bez miejscowki, ale tam nie maja emergency seat. Przybralam mine jakby mi wymordowano pol rodziny, lzy krecily sie w kacikach oczu i zdesperowany pan dyrektor powiedzial ze mam przyjsc za dwa dni (kiedy planowalam wracac na goa) i on stanie na rzesach by mi zalatwic miejsce w pociagu, ale nie moze nic obiecac.

Z ta zludna dosc nadzieja wladowalysmy sie z Gosia do taksowki (bo autobusow juz nie bylo a tak w ogole to nie chcialo nam sie tego sprawdzac;), do Khajuraho. Razem z nami zabral sie przesmieszny Sikh, ktory pracuje dla firmy produkujacej wentylatory i inne takie, jest informatykiem i wlasnie w Khajuraho jego firma zaplanowala konferencje dla wybranych pracownikow i Sikh jechal wyglosic odczyt. Sikh ma na imie Tejpal i jak na Sikha przystalo – od urodzenia nie scina wlosow ani na glowie ani na twarzy. Sikhami zauroczylam sie jeszcze w Delhi, wczesniej na poludniu Indii w ogole nich nie widzialam, bo zamieszkuja glownie Punjab, czyli stan na polnocy. Ubrani w klasyczne zachodnie ciuchy, spodnie typu garniturowego, koszula z krawatem i do tego dlugasna broda i turban na glowie – wygladaja hmm zabawnie. (oczywiscie wielu z nich nosi luzne biale spodnie i dlugie tuniki, czyli klasyczny stroj). Ale jeszcze lepsza jest mlodziez, popylajaca w bojowkach i tshircie, z glowa owinieta bialym materialem, ktory nad czolem jest zwiniety w babel. To podstawa dla turbana, jak im wlosy urosna jeszcze bardziej i beda juz bardzo ciezkie to wtedy zaloza na ten babel regularny turban ktory ma za zadanie utrzymac to bogactwo wlosow. Sikhizm, jedna z mneijszosci religijnych w Indiach powstala kilkaset lat temu, glownie jako sprzeciw przeciwko kastowemu systemowi Hinduistow i wszechmocnej wladzy Braminow. Sikhowie slyna z bardzo ostrego kodu moralnego, w ogole nie spozywaja alkoholu, ze o innych uzywkach nie wspomne. Zakaz scinania wlosow, jak nam wytlumaczyl Tejpal, zostal wymyslony glownie po to by Sikhowie sie wyrozniali z tlumu na pierwszy rzut oka. No i rzeczywiscie sie wyrozniaja. Natomiast co jest dziwne – Tejpal twierdzi ze maja system kastowy i potwierdzil mi to pozniej Manu. Czyli jakby zatracili powod swojego istnienia. Oczywiscie najbardziej nas ciekawilo jak to jest z tymi wlosami. Gapilysmy sie na Tejpala i jakos ta broda nam sie wydawala za krotka jak na hodowana przez cale zycie. Poniewaz Tejpal byl bardzo wyluzowanym gosciem i gadka sie fajnie krecila wiec w koncu zapytalysmy go o te klaki. Tejpal potwierdzil, ze rzeczywiscie, mezczyzni Sikhowie, nigdy, w calym zyciu nie scinaja ani jednego wloska na glowie i twarzy. Oczywiscie w tym momencie wydobyl sie ze mnie okrzyk prostestu – ale jak to mozliwe – twoja broda nie wyglada na bardzo dluga. Tejpal zarechotal – bo uzywam duzo zelu by ja uklepac na twarzy – przyjrzyj sie z bliska – powiedzial odslaniajac podbrodek. I hi hi – rzeczywiscie, broda byla ulozona w faldy przylegajace do twarzy, zbyt ciasno by moglo to byc naturalne. Osmielone wyluzowaniem naszego nowego kolegi, zapytalysmy go jakiej dlugosci ma wlosy. Zapadla chwila ciszy, Tejpal lekko skrepowany zaczal chichotac i mowi – zadajecie bardzo intymne pytania… Ale zaraz dodal ze jego wlosy siegaja tylko do pasa bo bardzo niedbale je myje, szarpie nimi itd i zrobily sie krotsze. Bo jak byl nastolatkiem to wlosy myla mu mama i wtedy byly zdecydowanie dluzsze. Ponoc wiekszosc Sikhow ma wlosy za tylek, wrecz do kolan. Brody starszych Sikhow tez potrafia siegac pasa – pewnie nie chce im sie uzywac zelu;). Wiec tak… Z jednej strony – w tych dzikich upalach, kiedy moje nedzne wloski wywoluja siodme poty na mojej glowie, to mysle sobie ze to co oni kitrasza pod turbanem musi niezle capic, ale z drugiej strony, tak se z Gosia skomentowalysmy w ojczystym jezyku ze taki przystojny Sikh, z rozpuszczona fala, mokrych, swiezo umytych wlosow, siegajacych pasa musi wygladac hmm bardzo seksownie. Tejpal mial mine jakby dokladnie rozumial nasze komentarze;)

I tak sobie milo konwersujac dotarlismy po 5 godzinach straszliwej drogi (waska i pelna dziur, nasz kierowca zapierdalal jak glupi, zjezdzajac w ostatniej chwili na pobocze gdy z naprzeciwka atakowala ciezarowka i Sikh caly czas nerwowo podskakiwal lub zaslanial oczy, za to my bylysmy totalnie wyluzowane i pocieszalysmy go – imagine that it`s just computer game) do Khajuraho. Wyladowalysmy, dosc przypadkowo, w przeslicznym hoteliku, zdecydowanie najbardziej wypasionym z moich wszystkich indyjskich noclegowni. No ale nie dziwota, skoro pozniej w przewodniku sprawdzilam ze ten hotel kwalifikuje sie do kategorii ‚mid range’, a ja zawsze bylam w ‚budget’ he he. Odstawilam niezly cyrk, krecac nosem w kazdym kolejnym pokoju, ktory mi pokazywano, skrzetnie tuszujac moj zachwyt, az w koncu zdesperowany wlasciciel dal nam zajebista dwojke za 330 rupii, ktora oryginalnie kosztuje 500. Taak, to jednak wciaz jest off season. Oczywiscie w budzet hotelach mozna bylo z palcem w dupie dostac dwojke ponizej 200 rupii, ale uznalysmy ze skoro najpierw podrozowalysmy samolotowym ekspresem, a potem taksowka, to huj z backapckerstwem i plawmy sie w luksusie do konca.

Khajuraho – robi za absolutnie jedna z najwiekszych atrakcji w Indiach i hmm slusznie. Malutkie miasteczko ze starymi, porozrzucanymi, przepieknymi swiatyniami. Wybudowala je pomiedzy 950 a 1050 rokiem, dosc chyba specyficzna rodzinka, dynastia Chondal, jesli dobrze pamietam. Historycy i archeolodzy do dzis sie kloca dlaczego i w jaki sposob. Swiatynie sa z dala od jakiegokolwiek wiekszego skupiska ludzkiego. Ich wybudowanie wiec musialo byc bardzo trudne i kosztowne. Rowniez rozmach z jakim powstaly wydaje sie byc niewiarygodny, zwazywszy ze zajelo im to zaledwie 100 lat. Swiatynie, oprocz tego, ze naprawde piekne architektonicznie, to najwieksza sensacje budza z powodu plaskorzezb ktorymi sa pokryte. Tematyka, oglednie rzecz ujmujac jest bardzo nietypowa dla hindusow he he. Otoz cale sciany, tych dosc sporych swiatyn sa pokryte scenkami, ktore wspolczesnie mozna obejrzec w bardzo, podkreslam, bardzo odwaznym pornolu. Na scianach swiatyn (!) pieprza sie cale tlumy ludzi i zwierzat. Pan wali konia w dupe, sam jest walony przez innego pana, ktory z kolei jest obmacywany przez jakas dziewczynke, ktora ktos inny obrabia od tylu itd. Pozycje rzadko sa klasyczne, dla urozmaicenia bohaterowie staja na rekach, glowach, wyginaja sie w sposob niemozliwy dla czlowieka, chyba ze jest akrobata startujacym w olimpiadzie. W zawodach (i nie mam na mysli olimpiady!) startuja tez dzieci (no chyba ze to mialy byc karly) i hmm slonie! Jeden taki rzadek slonikow, uwiecznionych z przodu, z trabami dziwnie splatanymi na ziemi, zostal przez nas ochrzczony – zakotwiczonymi sloniami, ktore, jak sadzimy, zostaly w ten sposob sprytnie unieruchomione, by musialy sie poddac przeznaczeniu atakujacym je od tylca. No, to po prostu trzeba zobaczyc i tyle. I zeby nie bylo – plaskorzezby sa przepiekne, wycezylowane wszelkie detale, kobiece ksztalty kuszace bardziej niz zywe pierwowzory, to jest naprawde robota artysty i tylko ta tematyka – dosc szokujaca, zwlaszcza jak na hinduskie spoleczenstwo i swiatynie do cholery!!!! Pomiedzy tymi pornograficznymi rzezbami przewijaja sie posagi najbardziej czczonych bogow – shivy, ganesha czy vishnu. Total!!! Oczywiscie temat fascynuje naukowcow tak samo jak zwyklych (pod/o)gladaczy i snuja rozne wizje skad sie cos takiego wzielo. Jedna z popularniejszych teorii glosi, ze sa to po prostu sceny z kamasutry, tyle ze ja se nie przypominam by w kamasutrze cos bylo o pukaniu zwierzatek i dzieci… Mysle sobie, ze wziawszy pod uwage odosobnienie miejsca i fakt ze to wszystko nalezalo to jednego rodu, to jak nic swiatynie byly miejscem kazirodczych orgii. Tyle mojej teorii. Jedna z naukowych mowi tez, ze byc moze erotyczne scenki przedstawiaja normalne, codziennie zycie spoleczne w tamtych czasch i tamtym miejscu i nic wiecej nie przetrwalo z tej kultury. Jak to bylo codzienne zycie to ja chyba jednak wymiekam…

Oprocz swiatyn w Khajuraho nie ma nic wiecej do zwiedzania, wiec pojechalysmy sobie na wycieczke jipem do pobliskiego parku narodowego, w ktorym oprocz wodospadow mialysmy obejrzec krokodyle i inne zwierzatka (jak bedziecie miec szczescie madame). Na miejscu sie okazalo ze spot z krokodylami jest zamkniety do pazdziernika (wiec pozniej rowno zjebalysmy kolesia co nam sprzedal wycieczke), ale polaczenie wodospadow, skal i wawozu z rzeka (ktore wedle Gosi przypominaja w klimacie Wielki Kanion, tylko mniejsze duzo rzecz jasna;) bylo absolutnie piekne. Przejazdzka dzipem tez super. Tak – to nie byl budzetowy wyjazd, ale uznalam ze jak to tylko tydzien to moge sobie odpuscic oszczedzanie. Generalnie wole jednak budzetowe podrozowanie, to moze lekko traci perwersja, ale prawdziwe backpackerstwo obfituje jednak w wiecej przygod, doznan i wrazen. Co nie zmienia faktu ze na pewno jest tez bardziej meczace i wymaga wiecej czasu. Kiedy ma sie kilka dni i napiety plan, to mocne oszczedzanie za bardzo nie wchodzi w gre. Tak sie musze wytlumaczyc z tego burzujstwa;)

W kazdym razie, po tych wszystkich luksusach mialam zlowieszcze przeczucie, ze los zrekompensujemi to w postaci korytarza na 30 godzin. Gosik z Khajuraho miala samolot do Delhi a ja ruszlam do Jhansi na pociag. Rozstalysmy sie w piatek, po wczesnym sniadanku, rozstalysmy sie z duzym trudem, tydzien to jednak duzo za malo po tak dlugim niewidzeniu…

W kazdym razie wsiadlam w autobus, oczywiscie najpodlejsza wersja rzadowego autobusu. Od poczatku byl problem z moim plecakiem, ktorego za cholere nie bylo gdzie upchac. Ustalilam z konduktorem ze bedzie ‚siedzial’ obok mnie, a pozniej zobaczymy. Na nastepnym przystanku zaczely sie dantejskie sceny. Juz i tak prawie pelny autobus zostal zaatakowany przez kilkadziesiat osob, rodziny z dziecmi i wielkimi tobolami. Jak szarancza rzucili sie drzwiami i oknami w poscigu za kilkoma wolnymi miejscami. Konduktor zerwal oparcie jednego z siedzen i trzymajac je przed soba jak tarcze bronil kilku siedzen z tylu przed atakiem, wrezszczac cos w lokalnym jezyku, z czego rozumialam tylko slowo ‚Agra’. A ze autobus docelowo jechal wlasnie do Agry wiec zalozylam ze on te miejsca trzyma dla ludzi co wsiada pozniej wlasnie do agry jadac. Nierowna walka (konduktor z oparciem i dziki tlum z desperacja w oczach) toczyla sie jakies 20 minut az nieszczesny donkiszot poddal sie by uniknac stratowania. Zadowolone rodzinki poupychaly sie jak sardynki na kilku wolnych miejscach i w przejsciu a ja grzecznie zakupilam bilet dla mojego plecaka by ocalic przywiezione z polski dobra. Autobus ruszyl w dalsza droge pierdzac i rzerzac z wysilku. Jak zblizalismy sie do kolejnych przystankow, konduktor upewnial sie czy ktos chce wysiasc, nikt nie chcial i autobus resztkami sil przyspieszal, mijajac ludzi stloczonych na przystanku i wygrazajacych bezradnie rekami. Takiego cyrku autobusowego to jeszcze nie widzialam i kulturalnie dziekowalam opatrznosci, ze choc splywam potem i mam zdretwiale konczyny, a plecak (25 kilo) praktycznie na mnie lezy, to jednak JADE…
W Jhansi, z dusza na ramieniu udalam sie do biura pana dyrektora i z duza ulga przyjelam jego przywitanie ‚Hello Poland!’. Nie zapomnial o mnie! Co wiecej,mowil ze juz sie kontaktowal z kierownikiem pociagu, ktory jedzie z Delhi i szukaja dla mnie miejsca. Do pociagu byly dwie godziny, przez ktore milo sobie konwersowalam z panem dyrektorem o Indiach, ich pieknie ale tez i problemach (wiesz jaki jest nasz najwiekszy problem? Przeludnienie! te niewyksztalcone tlumy na wsiach nie maja za co zyc, nic nie wiedza i tylko plodza dziecko za dzieckiem), o jego rodzinie, zwlaszcza corce ktora mieszka w stanach i ktorej nie moga odwiedzic bo tak trudnojest dostac wize. Krecilam sie tez po stacji szukajac prezentu dla pana dyrektora by go bardziej zmobilizowac do pomocy, ale do wyboru mialam gazowane napoje, mydlo, krzyzowki i czipsy. W koncu, jak sie dowiedzialam ze pan dyrektor ma jeszcze 20letnia corke tu na miejscu, wyciagnelam przepiekny czerwony lakier do paznokci od jednej z moich przyjaciolek (jedyne co mialam w miare na wierzchu) a pan dyrektor sie caly rozjasnil, bo corka okazala sie byc zeswirowana na punkcie kosmetykow do makijazu. I tym sposobem, jak nadjechal pociag (a ja juz wymiekalam od litrow pysznego czaju ktorym mnie poil dyrektor), dwoch pracownikow stacji wzielo mnie i moj plecak do kierownika pociagu (pan dyrektor pomachal mi na pozegnanie), ktory przyznal mi konkretna miejscwke, panowie zaprowadzili mnie za raczke niemal do wlasciwego przedzialu, upewnili sie ze mam miejsce i czy jestem z niego zadowolona (sic!) i z usmiechem mnie pozegnali. Pociag byl zapchany na maksa, a ja dostalam zajebista miejscowke przy oknie. Nie wiem jak to bylo mozliwe. Mialam gorzkie podejrzenia ze wypierdolili z tego miejsca jakiegos biednego tubylca, ale miejsca dookola byly zajete przez jedna rodzine ktora bardzo przyjaznie mnie przyjela. Nie wnikam w geneze tego cudu, dziekuje za niego Indian Railways a zwlaszcza Reubenowi Jacob, kierownikowi stacji w Jhansi:).

Wracajac do Palolem czulam sie jakbym wracala do domu. W ciagu 10 dni zmiany zaszly przeogromne w rybackiej wsi, ale o tym nastepnym razem.

Odbieranie bliskich z lotniska w Delhi wystawia na powazna probe uczucia ofiary.Nie mogac sie doczekac widoku Gosika przyjechalam na lotnisko oczywiscie przed czasem, znaczy sie o 22:00. Na tablicy przylotow podaja ze lot KLM bedzie wczesniej o 22:05 a nie 22:50 jak planowano. No to se pogratulowalam przezornosci ze przyjechalam za wczesnie i stoje wykrecajac szyje na wszelkie strony by dojrzec Gonie objuczona a la wielbladzik (dostalam wczesniej od niej smsa ze ma 6 kilo nadbagazu;) Mija czas, jest 22:25, na tablicy wciaz kwitnie 22:05 a samolot nie wyladowal hi hi. Nic to, czekam dalej. W koncu przychodzi sms od Gosi ze wyladowala. No git, zajebioza, zaczynam przebierac racicami po podlodze ze szxczescia. Po chwili nastepny sms ze kolejka do odprawy jest w huj dluga. POzniej jeszcze nastepny ze kaza jej sie zglosic do odbioru bagazu i ze moze cos zaginelo. Itd. Podsumowujac – czekalam pod lotniskiem (tubylcy odprowadzaja i witaja czlonkow rodziny calymi stadami, wiec na teren lotniska wpuszczaja TYLKO pasazerow) bite 3 godziny. Po czym jak sie wreszcie zobaczylysmy to pol lotniska mialo ubaw z dwoch piszczacych i podkaskujacych bialasek. I tak – sluszne podejrzenia – bagaz nie dolecial. Na szczescie tylko jedna torba, z rzeczami dla mnie sie spoznila. Wiec nastepnego dnia znowu musialysmy zapierdalac na cholerne lotnisko i Gosik odbyl pielgrzymke po 100 okienkach ze sterta formularzy do wypelnienia az wreszcie paczka byla moja. No, powiem tylko tyle – moj plecak, po zaladowaniu wszystkich dobr z ojczyzny wazy jakies 25 kilo co najmniej!!! Dziekuje wszystkim ktorzy sie do tego przyczynili:).

Mieszkalysmy w hoteliku na Old Delhi, z absolutnie zajebistym widokiem na Jama Masijd, czyli najwiekszy meczet w Delhi. Jest piekny, w kolorze czerwonej cegly z bialymi kopulami. I to cudo moglysmy podziwiac w calej jego okazalosci po przebudzeniu i przed zasnieciem itd. Na rooftopie byla restauracja, ktora skladala sie z kulawego stolika i rozwieszonej bielizny i innych czesci odziezy pracownikow knajpy, zza ktorych (ciuchow a nie pracownikow) wylanial sie meczet. Taki minarecik miedzy brudnymi gaciami a postrzepiona nogawka spodni – cale Indie;)

Powyzsza notke popelnilam na biezaco jeszcze, dlatego taka szczegolowa. A co bylo dalej?

Delhi – rzeczywiscie nie jest takie zle jak na duze hinduskie miasto. Oczywiscie ma wszelkie minusy jak slumsy, potworny tlok, korki, spaliny i syf osiadajacy na spoconej skorze (podrap sie niechcacy i masz regularne czarne obwodki za paznokciami), ale jednoczesnie ma swoj urok, ktorego na pewno nie ma Madras i z tego co slyszalam rowniez Bombaj i Kalkuta. Red Fort, jedna z najslynniejszych atrakcji Delhi nie zrobila na nas specjalnego wrazenia, ale bylysmy tak zagadane, ze nie zwracalysmy zbytniej uwagi na otoczenie hi hi. Connaught circle, czyli jakby kilkuwarstwowe rondo, pelne modnych knajp probujacych byc bardziej zachodnie niz ich pierwowzory z europy, o cenach nie odbiegajacych od warszawskich czy wrecz brytyjskich, oraz sklepow o znajomych zachodnich markach, rozczarowalo mnie bo nigdzie nie mieli kostiumow kapielowych. Za to bylo tam niezwykle czysto i higienicznie;).
Na Paharangh czyli backpackerskim getcie, ktore jest jednym wielkim bazarem oddalam sie szalenstwu zakupowemu. Nawet udalo mi mi sie znalezc sklep w ktorym oferowano kostiumy kapielowe…

UWAGA!!!
Zaprezentowano mi obcisly kostiumik , z rekawkami do lokcia i nogawkami do kolan, zabudowany po szyje. Nie wierzac wlasnym oczom zaczelam dokladnie ogladac to cudo i odkrylam ze ma jeszcze duza falde materialu robiaca za spodniczke… Ja pierdole… Rok 2004, Delhi, nowoczesne niby miasto i stroik jak z poczatku ubieglego wieku… I zdziwienie w oczach sprzedawcy ze mi sie nie podoba… Kocham Indie! Nawet pomimo uroczych klapek jakie zakupilam tego dnia, ktore przetrwaly dokladnie jeden wieczor;).

Anylej, w poniedzialek z ulga opuscilysmy Delhi na rzecz Agry by zobaczyc najpiekniejszy dowod milosci na swiecie, jakim jest Taj Mahal. I choc widzialam to cudo na tysiacach pieknych zdjec, to kiedy ujrzalam to na wlasne oczy to po prostu mnie wcielo. Mauzoleum jest przepiekne, ogromne, cale wykonane z bialego marmuru bodajze, sprytnie wybudowane nad rzeka w taki sposob by w tle bylo tylko niebo. I efekt jest niesamowity, to wyglada jakby kosmici to zrzucili znienacka na ziemie, jest totalne poczucie nierealnoci, ze to nie moze istniec naprawde. No, w koncu to jeden z 7 cudow swiata, absolutnie zasluzenie. Taj Mahal zostal wybudowany przez owczesnego imperatora na pamiatke po jego ukochanej zonie Mamtuz, ktorej sie przedwczesnie zmarlo. I tu sie zaczyna dylemat.
Gosik wzdycha – zeby dla mnie tak ktos wybudowal taki piekny Taj Mahal, moze byc mniejszy.
Ja komentuje – ale najpierw musialabys umrzec, to moze lepiej nie?

potem sie zastanawiamy czy szach rzeczywiscie tak ja kochal, czy moze tlukl ja cichcem i od tego zmarla i potem mial wyrzuty sumienia? A moze wybudowal Taj Mahal by na niego potem wyrywac nastepne laski? Na pewno, nawet jesli ja kochal byl ciezkim skurwysynem, bo architektowi ktore to cudo zaprojektowal, po ukonczeniu budowy kazal obciac rece by juz nigdy nie stworzyl czegos rownie lub (o zgrozo!) bardziej pieknego. Niewazne jak bylo, Taj Mahal jest bez watpienia must see in India i to pomimo chamskiego kontrastu pomiedzy 10 rupiami ktore placa za wstep tubylcy a 750 ktore placimy my.

Nastepnego dnia zrobilysmy sobie z Agry wycieczke do Fathepur Sikiri, opuszczonego palacu i miasta, ktorere pewien wladca wybudowal dla swojego guru. Najwieksze wrazenie zrobil na nas i tak meczet, ktory przebil nawet Jama Masid. A moze ja juz sie za bardzo rozwydrzylam i widzialam w tych Indiach tyle oblednych rzeczy ze malo co mnie teraz kladzie na kolana? Albo to wszystko wina Gosi, z ktora rozmowa byla ciekawsza niz zabytki hi hi.

cdn

niech to szlag trafi, drugi dzien nie moge wejsc do skrzynki mailowej, czy ktos ma pomysl jak zawalczyc z onetem??????
to tytulem usprawiedliwienia dlaczego nie odpisuje na maile…

a porzadna notke – bibi:) – napisze, tylko musze uporzadkowac jakos sobie intensywne wrazenia ostatnich 10 dni:)

no moze nie po latach a po miesiacach. szwendam sie po bazarze na paharangji w poszukiwaniu nastepcy mojego niebieskiego kapelusika ze sloniem, ktory dzis gdzies bezmyslnie zaposialam i nagle slysze za mna okrzyk ‚KASIA!’. odwracam sie i kogo widze????? Janet i Rogera, moich ulubionych Australijczykow z Kochi!!! padlismy sobie w ramiona, naprawde szczerze i radosnie i zasiedlismy na dwie godziny na pogawedke. Uwielbiam takie niespodzianki. bylismy w luznym kontakcie mailowym, ale od 3 tygodni sie nie wymienialismy infoprmacjami i nie mialam pojecia gdzie sa. a przyjechali do delhi wczoraj i dzis wieczorem spadaja. to sie nazywa surprise!
A jeszcze tydzien temu w Palolem, gdy w kafejce interenetowej natknelam sie na holendra ktorego poznalysmy z MArta w Varkali (pamietasz go? taki nawet przystojny, na plazy, ale splawilysmy go) pomyslalm z gorycza ze jak juz kurwa spotykam kogos znajomego w indiach to kogos kogo nie lubie i bylam pewna ze fuksa na spotkania po latach wyczerpalam razem z holendrem a tu jednak…!

w sumie to jest niesamowite – indie sa naprawde GIGANTYCZNE i spotkac przypadkiem kogos kogo sie poznalo pare miesiecy wczesniej kilka tysiecy kilometrow dalej to naprawde niewiarygodne, ale sie zdarza:)

Katary Na P.

2 komentarzy

… tak sie nazywam wedle Indian railways hi hi.
na zamowieniu w agencji wypisalam grzecznie jak sie nazywam znaczy sie katarzyna pieczulis, a oni zinterpretowali to sobie po swojemu i na kartce z rezerwacjami przylepionej na wagonie figurowalam jako Katary Na p.
co mi przypomina numer kazika ‚katary na kanciarz’ pod ktorym to tytulem kazol zakamuflowal moja imienniczke, znana postac w branzy muzycznej, nieslawnej z powodu paru kantow;)

pociag dojechal do delhi zdumiewajaco punktualnie, zwazywszy na jego wielokrotne postoje w szczerym polu lub na malych zadupiastych stacyjkach, po pol godziny albo i dluzej
zarcie pociagowe jak w warsie – obrzydliwe, masa zebrakow i sprzedawcow roznego syfu, najgorsze bylo dziecko z drewnianymi piszczalkami, ktore probujac mnei zachecic do kupna, zademonstrowalo mi swoje muzyczne talenta prosto do ucha, niemal pozbawiajac mnei sluchu.
cale szczescie ze przynajmniej miejscowe mialam najlepsza, bo Manu w 10 sekund zalatwil z kolesiem okupujacym moje wymarzone lozko zamiane miejsca.

generalnie – dwa dni w pociagu – absolutny luzik. juz wiem ze moge ruszac na kolejke transyberyjska

a teraz ide oddawac sie szalenstwu zakupowemu
czy ktos wie gdzie w delhi moge kupic porzadny kostium kapielowy??????

… nie dbac o bagaz, nie dbac o bilet…

chcialoby sie kurwa, ale nic z tego, musze wsiasc do wlasciwego pociagu i przez dwie doby uwazac by nikt mnie nie opierdolil z bagazu, a przede wszystkim zawalczyc z konduktorem by dal mi side bed, bo ci idioci w agnecji z duma mi wreczyli bilet mowiac ze to dokaldnie takie miejsce jakie sobe zazyczylam i bylo to oczywiscie dokladnie ostatne miejsce jakie chcialam. znaczy sie na samej gorze, a w ciagu dnia siedze skleszczona pomiedzy innymi pasazerami.

nic to, jestem twardziel, czy nie?;) przezyje te podroz a potem odbiore gosika z lotniska, ktora na przywitane wreczy mi 15 kilo prezentow.

za ktore z gory wszystkim ofiaradowcom serdecznie dziekuje:)


  • RSS