rudawazji blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2004

Palolem zaroslo

2 komentarzy

Palolem zaroslo. Czasem mam wrazenie, ze bambusowych chatek jest wiecej niz palm, choc nigdy nie widzialam tak upalmionej plazy jak w Palolem. Na calej dlugosci plaza jest zarosnieta grupkami chatek na kurzych lapkach i knajpami. Kazdy, najmniejszy skrawek ladu przylegajacego do plazy jest wykorzystany. Jak juz plaza calkiem zarosla, budownictwo przenioslo sie w glab ladu. Nasz dom zostal otoczony chatkami. Jak sie do niego wprowdzilismy, mielismy bardzo ladny widok na morze, który stopniowo zanikal, az jedyny sensowny widok jaki mamy to niebo pelne gwiazd, które najlepiej podziwiac z hamaka, zaczepionego o dwie palmy, nie rozgladajac sie na boki. Lada dzien i tak sie przeprowadzamy do Patnem, wiec nie rozpaczam, ale anylej to lekka paranoja te chatki wyrastajace jak grzyby po deszczu. Jest ich tak wiele, ze porosly nawet drogi, i te dzikie sciezki i te ‚oficjalne’. Przedostanie sie na plaze wymaga wiec niezlej znajomosci terenu. Jak ktos jej nie ma (patrz 99% turystów) to trza zapierdalac dookola, asfaltowa droga, do glównego wejscia. Ulica w najmniejszym stopniu nie przypomina drogi sprzed 2 miesiecy. Cala obsadzona sklepami sprzedajacymi najrózniejsze turystyczne dobra, których wlasciciele nieustannie wolaja ‚hello, come look my shop. Dont have to buy, just look’. Niemal wszyscy w Palolem sa juz gotowi na atak turystycznej stonki. Tydzien temu gazety z duma oglosily przybycie pierwszego lotu czarterowego, okraszajac artykul oglupialymi nieco twarzami turystów z kwiecistymi girlandami zawieszonymi na szyjach. Czartery czyli ‚package dealings’ to ulubieni klienci. Co prawda maja juz zarezerwowane i oplacone hotele z wyzywieniem, ale to i tak na nich wlasciciele wielu knajp najlepiej zarobia. Takich wycieczkowych turystów rezydent bedzie obwozil po okolicznych plazach, bedzie ich prowadzal po zaprzyjaznionych knajpach (za co oczywiscie dostanie ‚comission’), a moze nawet namówi ich na weekend w luksusowym resorcie na dzikiej plazy. Resort nie bedzie luksusowy a plaza nie bedzie dzika, ale nieszczesni turysci nie maja o tym bladego pojecia. Zadekowani na plazy obramowanej betonowymi, wysokimi hotelami, uznaja Palolem za dzika plaze, zaginiony hippisowski raj. Na ich czesc restauracje podadza specjalne menu, które w czesci opisów dan i koktaili bedzie takie jak zawsze i tylko ceny zostana kilkakrotnie wywindowane, bo jak to mi tlumacza ‚oni przyjezdzaja z 5 star hotels, dla nich 150 rupii za piwo to i tak bedzie tanio’. Normalnie piwo chodzi za 20-40 rupii.
Package dealings to wytlumaczenie dlaczego Cafe del Mar,[ które malo przypomina barak jakim bylo w czasie monsunu, teraz to calkiem niezla knajpa, ale niczym nie wyrózniajaca sie od pozostalych,] jest pelna do póznej nocy. Dziki tlum bawi sie, zamawia drinka za drinkiem, szpilki nie wcisniesz. A TITANIC, zajebista knajpa 50metrów dalej, urzadzona tak, ze oko mi zbielalo z zazdrosci, swieci pustkami. Bo wlasciciel Cafe Del Mar oplacil kolesi z Calangute, którzy mu przywoza czarterowych frajerów, a Ciril, wlasciciel Titanica, zainwestowal kase w wystrój knajpy, co okazalo sie bledem. Kase sie inwestuje w bakszisz, przynajmniej w Indiach. Bo czarterowcy, przywiezieni do Palolem do knajpy X, przez cala noc nawet nie rusza z niej dupy by przespacerowac sie piekna plaza, rozswietlona czerwonymi i pomaranczowymi lampkami róznych knajpek. Przywiezieni w jedno miejsce beda sie w nim bawic tak dlugo az im dadza sygnal do odjazdu. Typ turystów bez inicjatywy. Szczesliwi ze ktos mysli i organizuje wszystko za nich. Nie wpadna na to, ze samemu, bez wiekszego wysilku moga sobie zorganizowac cos lepszego i do tego tanszego. I dlatego ich sie lubi. Nie lubi naprawde. Lubi sie ich jako klientów. Traktuje jak sahibów ale uwaza za idiotów. Backpackerów z kolei nie lubi sie jako klientów, za to czesto ceni towarzysko. I szanuje, ze nie daja sie naciagac. Tak bardzo jak czarterowi, bo przeciez w Indiach wszyscy biali sa naciagani i tylko Izraelici sie nie daja, zyskujac sobie za to fatalna opinie. Hindusi maja w sobie naturalna ciekawosc swiata, która objawia sie tym, ze ZAWSZE, MUSZA zadac pytanie ‚what is your good country?’. Ale wlasciciele guesthousów czy coco huts maja ukryty cel w zadawaniu tego pytania. Angole maja najbardziej przejebane. Im sie serwuje najwyzsze ceny. Chatka kosztuje 300 rupii, Angol uslyszy 500. I tyle zaplaci. Koles z Izraela (ich sie nie pyta o kraj,ich sie rozpoznaje na 100 kilometrów, glównie po smiesznych ciuchach i fryzurach) tez uslyszy 500, ale zaplaci najwyzej 300. Tubylcy z góry zakladaja, ze Izraelitom trzeba zapodac duzo wyzsza cene, by byl spory zapas do targowania sie. I maja racje, zaden szanujacy sie Israeli nie zaakceptuje pierwszej ceny. Bedzie targowal sie do upadlego, az po osiagnieciu satysfakcjonujacej go ceny (polowa wyjsciowej najlepiej) powie OK. A tubylec bedzie chichotal bo od poczatku chcial wlasnie taka cene osiagnac. Z Amerykanami jest róznie.Niektórzy uwazaja ich za kasiastych i spiewaja im ceny jak Angolom. Inni z kolei, którzy mieli czesciej do czynienia z backapckerska mlodzieza mówia, ze to biedaki. Tak jak Polacy he he. Rosjanie to z kolei wyzsza klasa, bo ci co tu przyjezdzaja (a jest ich na tyle wielu, ze bardziej wypasione hotele daja reklame przy drodze po angielsku i w ruskich bukwach) to glównie mafia. A w bardziej rozwinietych turystycznie resortach (znaczy sie nie w Palolem;), wszystkie nightcluby ze streapteasem i burdele sa obsadzone Rosjankami. Po cichu ciesze sie, ze nasze sasiadki sa tym razem lepsze od nas;). Dobrze pamietam jak sie czulam na Zachodzie jako nastolatka, kiedy obiegowa opinia byla, ze kazdy Polak to zlodziej, a Polka to kurwa. By uniknac niemilych scen twardo wmawialysmy z przyjaciólkami, we Francji czy we Wloszech, ze jestesmy z Finlandii, a jak trafil sie ktos, kto rozpoznawal nasz jezyk jako slowianski to radosnie oswiadczalysmy, ze to dlatego ze Finlandia jest blisko Rosji. To byly czasy he he. Mala – jako jedyna czytelniczka tego bloga z tamtych lat – pamietasz? Mam nadzieje, ze ci sie lezka w oku zakrecila jak mi;).
Wracajac do Amerykanów – przypomnial mi sie Jack, którego poznalam na samym poczatku mojej podrózy, który jak sie dowiedzial, ze jestem z Polski z radoscia mi oswiadczyl, ze zawsze mówi, ze jest z Polski, bo wtedy mu podaja nizsze ceny. Choc jak sie przyznal „I don`t know a shit about Poland’. Przy okazji Jacka – on wlasnie wtedy konczyl swoja roczna podróz i wkrótce wracal do Ameryki. Jak uslyszal, ze ja wlasnie zaczynam zadumal sie i oswiadczyl ‚cholera, wydaje mi sie ze dopiero co to ja bylem na poczatku podrózy i spotykalem ludzi którzy juz dlugo jezdzili, a teraz nagle to ja jestem przy koncu i spotykam tych co zaczynali. Kiedy to sie stalo? Pamietam poczatek i ostatnie miejsca, wszystko w srodku jest jak za mgla’. A ja? Wielka podrózniczka he he, teraz zamiast cen przejazdów czy noclegów lepiej znam ceny cementu, cegiel i bambusowych mat. Na poczatku listopada chyba wreszcie otwieramy. Uhhaaa!!!!

8 pazdziernika

Uwielbiam wracac do miejsc ktore kiedys pokochalam, albo chociaz oswoilam. Sri Lanka to jedno i drugie, z naciskiem na to pierwsze. I tylko jakos mi na maksa dziwnie bez Marteczki. Od samego lotniska poczawszy, wszystko mi przypomina nasze wspolne odkrywanie nowego kraju. Pierwszy szok ze autobusy z lotniska nie przewiduja miejsca na bagaz (Sapalka-znowu mnie chcieli wrobic w placenie za plecak ale sie nie dalam:))), zdziwienie ze laski nie pomykaja w sari, wkurwiajaca napastliwosc tubylczej plci brzydkiej itd. I caly czas mam potrzebe wymieniania uwag typu – a pamietasz jak na tym skwerze siedzialysmy, a tu nas chcieli nabrac na jakis festiwal, o a tutaj wysiadalysmy z autobusu z Jaffny i otwieram gebe, ale nie ma do kogo…Choc spedzilysmy w Colombo raptem jeden dzien, miasto jest totalnie znajome, zero problemu w orientacji. A juz kompletnie odjechalam jak okazalo sie ze ambasada Indii jest polaczona sciana z Baristo, takim naszym Coffe Heaven w ktorym niegdys przesiedzialysmy cale popoludnie zapijajac sie latte czy inna mocca. Sapalka -brakuje mi ciebie na maksa tutaj!!!!!!! I jeszcze zal dupe sciska ze jestem tak blisko Jaffny, Hill Country, Mirissy czy Nilaveli a nie dane mi tym razem ich zobaczyc. Niestety likend by styknal jedynie by dojechac do jednego z tych miejsc, przenocowac i wrocic. Co nie ma sensu. W poniedzialek z ranca musze walic do ambasady. Kiedy w koncu spocona jak prosie dotarlam dzis do tego szlachetnego przybytku, okazalo sie ze application form mozna skladac tylko do 12:00, a byla 14:00. Wdalam sie w pogawedke ze straznikiem, ktory mnie uswiadomil ze wyrobienie wizy trwa 5 dni i jest to oficjalny przepis ujety nawet w instrukcji do wypelnienia application form. (a ja nie wygladam jak Kim;). Czyli jak zloze wize w poniedzialek (dzis nie bylo szans) to dostane wize w piatek. Odstawilam szopke, ktorej glownymi czesciami skladowymi byly usmiechy polaczone z komplementami (India is so beautiful!), szeroko rozwarte oczy niemal pelne lez (I`m under medical treatment in Goa and I have to take a flight on Tuesday, sir!), oraz popisywanie sie znajomoscia Hindi (kidar dzata he?). Nie wiem co z tego zadzialalo, ale straznik zawolal jakiegos kolesia, przed ktorym odstawilam cale przedstawienie ponownie, dzieki czemu udalo mi sie wejsc do ambasday w godzinach kiedy jest zamknieta dla petentow. Podkreslam ten fakt bo panowie zachowywali sie jakby byl to jakis straszny wylom w dworskiej etykiecie na dworze krola Ludwika XIII co najmniej;). Jak juz sie tam dostalam, panowie zaczeli ogladac moj paszport i tu wzbudzilam prawdziwa sensacje. A raczej nie tyle ja, co stempelek na mojej wizie ‚GRATIS’. ‚Are you workin for goverment madam? Diplomacy?’ pyta wstrzasniety kolo. I za cholere nie chce uwierzyc ze wszyscy Polacy dostaja wize do Indii za friko. Potem znika z moim paszportem za drzwiami do biura BARDZO WAZNEGO URZEDNIKA i po pol godzinie wraca usmiechniety,mowiac ze w poniedzialek rano mam przyjechac zlozyc papiery i po poludniu dostane wize. Ha! Nie mow hop poki nie przeskoczysz ale cos mi sie wydaje ze sie uda:))). Na koniec straznik, ktory pochodzi z Delhi jeszcze raz cwiczy ze mna Hindi (tum kia karta he? Mudze kala czaj or nimbu or madu didzije) i oswiadcza ze w poniedzialek wejde do ambasady bez kolejki. ‚Big crowd will stand here and I will let you in without waiting!’. No, rodzice tlukli mi do glowy od dziecinstwa – ucz sie dziecko jezykow obcych, to sie oplaca. I jak zawsze (no prawie:) mieli racje hi hi.

Po wyrobieniu se znajomosci w ambasadzie ruszylam do negombo, nadmorskiego kurortu, 40 km od Colombo. Uznalam ze spedzenie 4 dni w stolicy jest ponad moje sily i lepiej pobyczyc sie nad morzem. No… Slusznie ostrzegaja w przewodniku ze negombo jest kiepawe i jego glowna atrakcja polega na tym ze jest blisko lotniska, blizej niz colombo. Drogo jak cholera, z trudem udalo mi sie znalezc pokoj za 600 rupii z podatkiem (tu nigdzie nie ma jedynek, wiec mam dwojke ktorej nie mam z kim dzielic – Martaaaa!!!:), zarcie w cenach masakrycznych (znowu mam fatalne porownanie po indiach hehe), a internet wola o pomste do nieba (10xdrozszy niz w indiach, w drogim miejscu w indiach!). Pojade jutro do colombo to wyjdzie mi duzo taniej, wliczajac autobus he he. Telefon do indii jest 3x drozszy niz telefon z goa do europy!!!!! Plaza brudna i zalosna w porownaniu do Goa czy plaz na Sri Lance ktore widzialam wczesniej. I o ile w moim guesthosie, czysciutkim, pachnacym i ladniutkim, jest bloga cisza i relaksik na tarasie wychodzacym na plaze jest przeuroczy to jak wyszlam na ulice mialam natychmiast ochote z niej zawrocic. Tlumy nawalonych malolatow, zaczepiajacych w najbardziej chamski sposob pod sloncem, ‚you are sexy lady’ to najmilsze co mozna uslyszec, czesciej zdarza sie ‚i want to fuck you’. Sa agresywni, na zaczepkach slownych sie nie konczy, wiec szlam wymachujac dwulitrowa woda, z braku miotly by odgonic gowniarzerie spragniona dotyku mego ciala. Zenada. I kurwa nie dam sobie wmowic, ze to amerykanskie filmy i seriale, ze slonecznym patrolem na czele kreuja w ich oczach wizerunek bialej kobiety spragnionej takich zalotow. W Indiach, Tajlandii czy Kambodzy tez jest telewizja a jakos tam nikt sie tak nie zachowuje. Jakbym byla bogata to bym ufundowala nagrode dla kogos kto by mi racjonalnie wytlumaczyl skad sie bierze ten agresywny seksizm w buddyjskim spoleczenstwie i dlaczego tylko na sri lance.
I jeszcze komary – zra jakby nie widzialy czlowieka od stuleci. Nie pomaga autan ani moskito coil. Dramat. No ale jak dobrze pojdzie to za tydzien bede znowu na Goa!

I jeszcze spotkanie mistyczne;). Na lotnisku w Trivandrum zaczepil mnie facet po 50tce mowiac ‚cien topry, jak sie masz?’. Wczesniej oblukal se moj paszport. Sam mial australijski, ale jak sie okazalo Irek (od Ireneusz tlumaczyl mi jak debilowi) do 80 roku mieszkal w Polsce. I uwaga!!! Jego ostatnie mieszkanie, w ktorym co prawda nie mieszkal zbyt dlugo bo studiowal wtedy w olsztynie, bylo… W gdansku, w oliwie, ale to jeszcze nic, bylo dokladnie w tym samym bloku, w ktorym mieszkalam z rodzicami do 19 roku zycia!!!. Kilka pieter pod nami. Dla mnie total! Facet byl mily, ale dziwny. Przypominal mi nieco z zachowania swiadkow jehowy. Prowadzi jakas misje chrzescijanska opiekujaca sie kalekimi dziecmi, wszystko pod wezwaniem chrystusa. Wyciaga znienacka zdjecie jezusa z teczki i pyta sie ‚znasz tego goscia?’. Po czym jest zdziwiony ze rozumiem znaczenie slow’ divine mercy charity’, tak jakbym mogla podrozowac bez znajomosci angielskiego he he. I jeszcze rzuca tekstem – musisz miec bogatych rodzicow, ktorzy ci kupili taki drogi bilet do indii co? Chyba ma jakis nieaktualny image Polakow zakodowany na dysku. Zaproponowal mi podwozke swoja taksowka do przystanku skad moge zlapac autobus do colombo. Oczywiscie z wdziecznoscia to przyjelam, majac w pamieci spacer jaki odwalilysmy z Marta kilka miesiecy temu, w pelnym sloncu z garbem na plecach,jakies 2 km. ‚dzieki temu zaoszczedzisz pare zlotowek, bo pewnie wszystko przeliczasz na zlotowki?’ Pyta Irek z namaszczeniem w glosie. Ale to jeszcze nie wtedy upewnilam sie ze jest dziwny. Punkt kulminacyjny nastapil w taksowce, kiedy kierowca, jego wspolpracownik zaczal go pytac o efekty jego pobytu w indiach, Irek potwierdzil ze ‚ma dwojke nowych dzieci, w sumie juz 80′. Kierowca rzuca zartem ‚ mozesz wziac tez moja dwojke’. Na co Irek, smiertelnie powaznie, tonem misjonarza oswiadczyl ‚kiedy twoje dzieci straca nogi jak tamte to je wezme. Tak, wtedy je wezme’. I to nie bylo powiedziane w trybie przypuszczajacym ale oznajmujacym!!! W samochodzie zapadla martwa cisza a kierowca mial mine jakby mu ktos dal w pysk. Rozstalismy sie bez wymieniania adresow. Ja nie bylam zainteresowana z oczywistych wzgledow, a Irek… hmm mysle sobie ze mocno mu zalatywalam siarka… ;) Mimo wszystko, spotkanie na lotnisku w Trivandrum faceta ktory mieszkal kiedys w tym samym bloku w polsce bylo spotkaniem mistycznym, zwlaszcza ze facet robil za aniola milosierdzia;)

11 pazdziernika

No, poszlo!!! Spedzam ostatni wieczor w Negombo, o 5 rano pobudka i sru na lotnisko do moich ukochanych Indii. Tak, mam serdecznie dosyc Sri Lanki, a raczej meskich mieszkancow tego kraju. To wszystko co nas na maksa z Marta wkurwialo mialam teraz do potegi n-tej. I to chyba nawet nie jest kwestia Negombo tylko tego ze jestem sama. Te zalosne hujki maja wiecej odwagi jak widza samotna laske. Chyba przez cale zycie sie nie nasluchalam tylu komentarzy na temat mojego wygladu, zwlaszcza rozmiaru cyckow, oraz tylu propozycji seksu. Wszystko podane w wulgarnej, agresywnej formie. Slowa ‚fuck off arsehole’ byly czestsze na moich ustach niz dziekuje i dzien dobry niestety. Zaciskalam zeby tylko kiedy propozycje padaly z ust kolesi ktorzy mieli male dzieci na rekach (tak tak!!!), coby nie przyczyniac sie do ich wulgarnego slownictwa, tak jestem dobrze wychowana;). Generalnie gdyby nie wczesniejsze mile doswiadczenia to znienawidzilabym wszystkich facetow na sri lance.

Przy okazji pobytu w Negombo uswiadomilam sobie ze jednak nie rozleniwilam sie az tak strasznie jak myslalam. O ile w Palolem nie robie kompletnie NIC, tylko sie blogo relaksuje i bynajmniej sie nie nudze, a czas mija szybko, to tutaj, po jednym dniu bylam totalnie znudzona. Nastepnego wiec wypozyczylam rower i sie lekko wykonczylam popylajac na nim po okolicy przez kilka godzin w pelnym sloncu. Nic nie robic to ja moge ale w pieknym otoczeniu. A plaza w Negombo, pokryta gruba warstwa smieci i syfu na kilku kilometrach dlugosci, takim miejscem na pewno nie jest. Nie rozumiem ludzi, ktorzy z wlasnej woli spedzaja tu czesc swojego urlopu. Ani nie rozumiem Kim, ktora przy okazji wyrabiania wizy spedzila na Sri lance 10 dni, z czego w Negombo… 10 dni. No comments.

Dzis zrobilam maraton po Colombo, zalatwiajac rozne sprawy, w tym wize. Bylo dokladnie jak obiecali. Dzikie, na maksa dzikie tlumy Sri Lanczykow w kolejce i ja przechodzaca jak ksiezniczka bez czekania. Wize dostalam bez zadnych problemow i najmniejszego pytania dlaczego znowu chce wjechac na 6 miesiecy do kraju. Wszystko szlo tak jak z platka, ze w pewnym momencie pomyslalam ze po prostu jak glupia panikowalam i ze procedura jest jednak szybciutka i prosta. Dopoki sie nie zgadalam z Angolka ktora zlozyla wniosek 5 sekund po mnie, ze ona odbiera swoja wize dopiero za 3 dni. Czyli jednak warto bylo odstawiac przedstawienie w piatek;).

AAAA!!! I kupilam wreszcie drewniana maske, za ktora mi sie cknilo od poprzedniego pobytu. Duza!!! Bardzo duza!!! Bedzie zajebistym elementem ozdobnym w powstajacej wlasnie knajpie w Patnem, ktorej jakby jestem wspolwlascicielka (chyba jeszcze o tym nie pisalam co?:))). Co nie znaczy ze zamierzam robic kariere restauratorki a la Magda Gessler. To tylko taka mala proba polaczenia przyjemnego z pozytecznym;)

Lotnisko w Trivandrum przeszlo mala metamorfoze. Nadal jest male I obskurne, I bardziej przypomina stacje kolejowa na zadupiu niz profesjonalne lotnisko, ale KURWA MAC juz nie wolno palic!!! Kilka miesiecy temu gdy lecialysmy z Marteczka na Sri Lanke rozkoszowalam sie swoboda w oddawaniu sie mojemu tytoniowemu nalogowi w otwartej przestrzeni co na lotnisku jest niebywale. Teraz jak pytasz o smoking area odsylaja cie prosto do kibla (naprawde!!!). Za to lotnisko wzbogacilo sie o kafejke internetowa z ktorej niniejszym korzystam. Cos za cos…

madame Kim

Brak komentarzy

dobry nius – udalo mi sie dorwac Kim, ktora zeznala ze wydali jej wize w Colombo w jeden dzien. Ale zeby nie bylo za dobrze – dowiedzialam sie tego oczywiscie juz PO zabukowaniu biletu powrotnego. Te hujki w agencjach turystycznych w palolem nie chcialy mi zmienic rezerwacji I znowu Manu musial mnie wiezc do Margao. Pociagi nadal sa zaladowane wiec I tak wyprawa po wize w sumie zajmie 8 dni. O ile wszystkim wydaja ja tak ekspresowo jak Kim. Tak se mysle ze w porownaniu do Kim wygladam jak grzeczna dziewczynka I nie powinnam miec problemow, ale z drugiej strony – moze oni sie po prostu przestraszyli jej irokeza, ktory teraz zyskal dodatkowa szczecinke na brzegach I nadaje jej mocno diabelskiego wygladu? I tych wszystkich tatuazy, zwlaszcza tego nowego, koscistego skrzydla na wygolonej czesci czaszki? I po prostu trzesac portkami dali jej te wize by im nie rozpierdolila ambasady w drobny mak? A mnie przeczolgaja przez dwa tygodnie po papierkowej robocie??? To moze ja sie tez ogole I se walne dziare na czole? Do rozwazenia;)

Anylej, raczej nie czekaja mnie przejscia jak Kim na lotnisku:
- urzednik oglada badawczo Kim I jej paszport. Wola kolege. Chichocza I wolaja jeszcze jednego kolege. Kim wkurwiona:
- Is any problem with my passport sir? – ton glosu wskazuje ze swego rozmowce uwaza raczej za kupe gowna niz sira
- I can`t rcognize u on the picture sir
- i`m madame no sir
- you look different on the passport picture sir
- madame! do you want me to show you my tits?

and you know – rozesmiana Kim konczy opowiadanie – they didn`t want!!!!!

trafiony zatopiony

3 komentarzy

Ganesh trafiony zatopiony na ten rok. Trzy dni temu byla ostatnia celebracja. Huczna na maksa. Pochod, z zespolem instrumentalnym, przeszedl z Chaudi az do Palolem. Ganesha, wielkosci czlowieka (europejskiego czlowieka, czyli lekko wystajacego nad glowami tubylcow;) przewiezli na pace czegos w rodzaju naszego zuka, ozdobionej lampkami choinkowymi i roznymi girlandami. (jak wracali to zamiast ganesha na pace upchnieto kobiety, a w trakcie celebracji na plazy kilku mlodziencow zamiast odprawiania modlow przeginalo sie i prezylo na niej, korzystajac z dobrej ekspozycji swietlnej i wysokosciowej dla swoich muskulow). Ostatni wieczor ganeshowy malo przypominal uroczy rodzinny klimat z pierwszego dnia. Impreze zdominowaly fajerwerki, niektore efektownie prezentujace sie na niebie, inne rownie efektownie wybuchajace wsrod ludzi, listy strat nie znam bo zwialam chcac zachowac w calosci wszystkie czesci mojego ciala. Czulam sie jak na polu bitewnym nieco;). No i za duzo nawalonej meskiej mlodziezy. Tego nie powinno byc, z okazji Ganesha sie nie pije alkoholu, ale duch w narodzie upada i wartosci zachodnie sa przyswajane w ekspresowym tempie, przynajmniej niektore z nich. I choc nikt jeszcze nie zadal pytania -jakim cudem te posagi ganesha nie sa natychmiast wyrzucane na brzeg przez fale po zwodowaniu, to uprzejmie informuje ze wykonuje sie je z masy papierowej ktora sie roztapia na packe. I nastepnego dnia nie odroznisz poimprezowych smieci od zwlok slonioglowego boga.

Gdzies w polowie festiwalu podjelam decyzje co dalej. Ci co sa zadni dalszych przygod podrozniczych lekko sie rozczaruja bo beda skazani na opisy zycia na wsi;). A ja za cztery dni wybieram sie na sri lanke, bo tam najszybciej i najblizej moge wyrobic nowa wize. Najblizej Goa. Tak, wracam. I zostaje. I jestem szczesliwa. Kosci zostaly rzucone, ryzyko podjete i sama jestem ciekawa co dalej;). Zycie jest pelne niespodzianek czy nie?

Na przyklad niemilych niespodzianek -jak brak miejsc na samolocie z trivandrum do colombo. Pani w agencji turystycznym, ze slodkim, maniakalnym usmiechem na twarzy usilowala mnie przekonac bym poleciala 13ego pazdziernika, choc cierpliwie tlumaczylam ze wiza mi sie konczy 12ego i 13ego zamiast wpuscic mnie do samolotu raczej zawolaja policje. W koncu lece 8ego, bo tylko w tym terminie sa miejsca. Potem okazalo sie ze pociag ktory by mnie dowiozl do triandrum kilka godzin przed odlotem jest na fula zabukowany i musze wyjechac dwa dni wczesniej. I zeby jeszcze to sie okazalo w 5 minut – nie, najpierw stoisz w dwuosobowej kolejce (ale jedna osoba jest obslugiwana przez 10-15 minut bo komputer sie zawiesza, albo koles nie umie go obslugiwac), potem kolo znika, potem odbiera telefony, kiedy zaczyna wreszczie odpowiadac na MOJE pytania to podchodza inni petenci i pan mnie zaczyna olewac. Potem wycieczka po pomoc do station managera, ktory odsyla mnie do kolejowej agencji w miescie twierdzac ze tam maja quota tickets na intersujacy mnie pociag, ale kiedy w koncu odnajdujemy agencje to z niej odsylaja nas na stacje. Dwie godziny w plecy a efekt malo satysfakcjonujacy. Na poczatku mialam upojna wizje ze wsiadam w pociag i 3-4 dni pozniej jestem z powrotem z nowa wiza. A teraz wiem ze w sumie zejdzie mi sie jakies 11 dni. Bo wyrabianie wizy trwa. Wedle jednych 2-3 dni, wedle innych 15. Wyposrodkowalam i zabukowalam powrotny bilet po tygodniu. Mam nadzieje ze styknie.


  • RSS