rudawazji blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2004

PALOLAND

13 komentarzy

Ja juz nie wiem kto to wczoraj wymyslil, pamietam jedynie (a wcale nie pilam;), ze na pewno nie ja, w kazdym razie rybacka wioska, w ktorej zamieszkuje od kilku miesiecy zostala ostatecznie przechrzczona na PALOLAND. A stalo sie to po tym jak Martyna z Grzesiem spotkali znienacka Anie i Jacka. Zeby bylo jeszcze zabawniej Grzes i Ania dobrze sie znaja bo pracowali w jednym wydawnictwie hi hi. A dzis, pierwszego dnia od dawna bez Polakow, bo M&G wyruszyli na podboj poludniowych Indii (wroca jeszcze, spoko wodza:), a A&J przeniesli sie do Agondy (bez pozegnania-jak mogliscie!!!:)), zasiadlam sobie w SilverStar, pomachalam swiatu ksiazka Glowackiego, ktora przywiozla mi Martynka, po czym zaglebiwszy sie w niej (ksiazce nie Martynie) zaczelam miec omamy sluchowe. Przynajmniej na poczatku myslalam ze to omamy. Ale nie, parka przy stoliku obok rozmawiala po polsku. Albo nagle w mojej ojczyznie ludzie pokochali podroze, a pracodawcy zaczeli wreszcie dobrze placic (hi hi), albo wszystkie drogi prowadza (polakow) do rzymu, znaczy sie silver star. W dodatku kolesie przy stoliku za moimi plecami zaczeli nawijac o pierogach. Po rosyjsku co prawda, ale zawsze. Ze wstydem wyznaje ze nedzna ze mnie pariotrka, bo przelozylam lekture glowackiego nad konwersacje w ojczystym jezyku z parka obok. Co pewnie przyjeli z ulga, bo dam se leb uciac ze oblukali okladke i wiedzieli z kim maja do czynienia he he. Inaczej by sie tak nie gapili, czy nie?

Ale drogi wiodacej do rzymu bedzie ciag dalszy. By przekazac mesydz nalezycie musze sie cofnac o niemal rok. Bylo to w grudniu, kilka dni przed bozym narodzeniem. Przyjechala odwiedzic mnie w warszawie moja stara przyjaciolka jeszcze z gdanska. Te kilka wspolnych dni mialo wymiar sentymentalny, jako ze Felwa ostatecznie wyjezdzala do Londynu, znaczy sie po raz kolejny, ale tym razem na stale. Ja z kolei zbieralam sie wtedy do podrozy, planowany wyjazd wiosna. Pojechalysmy na sadybe odwiedzic nasza dawna przyjaciolke tez z gdanska. W trakcie rozmowy wyszedl temat mojej podrozy. Gospodyni, znaczy sie Kowalik, radosnie oznajmila ze jej znajomi tez sie wybieraja w dluga podroz po Azji w przyszlym roku. I tu sie zaczynaja zbiegi okolicznosci. Wypunktuje:
1. Ci znajomi znienacka w trakcie naszej wizytu odwiedzaja Kowalika.
2. Po 5 minutach rozmowy okazuje sie ze Marek przyjazni sie z Romkiem, mezem mojej przyjaciolki Marty z ktora jak wiadomo z bloga, pozniej w podroz wyjechalam. Co wiecej bawilismy sie rok wczesniej wspolnie na ich weselu ale pewnie sie za bardzo nawalilismy bo sie za cholere nie pamietalismy z tej wspanialej imprezy.
3. W czasie podrozy mialam luzne sygnaly od Marty ze Asia i Marek jakos w polowie wakacji wyjezdzaja. Wyjechali, zalozyli blogi, podlinkowalismy sie wzajemnie. We wrzesniu bylismy o kilka dni od siebie, ale jak tez mozna sprawdzic na blogu, oni wyladowali w Delhi kilka dni po mnie i sie nie spotkalismy. Kontakt sie urwal, a interek chodzi w palolem tak wolno ze dawno nie wchodzilam na ich blogi.
4. dwa dni temu Ania i Jacek opowiadaja o podrozy po Rajhastanie. Min o tym ze spotkali pare Polakow, w dlugiej podrozy, ktorzy droga ladowa przez iran, pakistan i inne dotarli do indii. I tu przez chwile byc moze uwazali mnie za telepatke bo zapytalam z glupia frant ‚a jak sie nazywali? Asia i Marek moze?’. Nooo! To musza byc oni! zwlaszcza ze Ani sie nastepnego dnia przypomnialo ze mowili cos o znajomej ktora zakotwiczyla na Goa. Oczywiscie byc moze jest inna Polka mieszkajaca na Goa, ktorej znajomi sa w rocznej podrozy po Azji i to wcale nie musze byc ja, a oni to nie oni, ale cos mi sie wydaje ze w grudniu bede miala kolejne znajome polskie twarze na goa hi hi. Asia i Marek – dajcie znaka czy to na pewno wy – nie zgadzam sie na inna opcje zreszta:))))

No, i niech mi ktos powie ze ten swiat nie jest maly…

PS notke napisalam zanim przeczytalam komentazr pod jedna z poprzednich notek. Marek – zajebiscie sie ciesze i pisze maila:)

post scriptum

4 komentarzy

tak co by ew bliscy martynki i grzesia sie nie martwili – ponizsza notka jest na maksa przestarzala, co jest spowodowane moim lenistwem, przerwami w doplywie pradu oraz fatalnym laczem internetowym (kolejnosc przypadkowa). znaczy sie panswto m-b sa juz w palolem i co zapewne nikogo nie zaskoczy sa w tym miejscu juz po uszy zakochani:)

Ha! Dawno temu uzyte przeze mnie okreslenie ‚polish palolish’ zyskalo nowy wymiar w ostatnich dniach. Jednego wieczoru, w silverstar siedzialo 11 Polakow hi hi. A wszystko przez Rohita, o ktorym Asia powiedziala, ze jest jedynym kelnerem na Goa, ktory zna te subtelna roznice pomiedzy Poland a Holland. Rohit zapoznal Anie i Marcina z Asia i Markiem i dwa dni uplynely na maksa po polsku. W dodatku wszyscy jestesmy z Trojmiasta, aczkolwiek moje wiezy z Warszawa okazaly sie silniejsze niz myslalam hi hi, kiedy spontanicznie stanelam w obronie Warszawiakow protestujac przeciwko generalizowaniu ze mieszkancy stolicy sa zarozumiali, nadeci itd. Do walki na kule piaskowe i kokosy nie doszlo bo okazalo sie ze towarzystwo za zarozumialych warszwawiakow uwaza tych co przyjechali do warszawy z pcimia dolnego dwa lata temu i poczuwaja sie do bycia lepsiejszymi z tego tytulu. Przy okazji okazalo sie ze mamy wspolnych dalekich znajomych, a kolega o wdziecznej ksywie Baran, ktorego nie widzialam od jakichs 14 lat, nie tylko zyje (a prowadzil tryb zycia, ktory nie gwarantowal tak dlugiej obecnosci na ziemskim padole), ale skubany wciaz tak samo wyglada. Zapomnialam tylko sie dopytac czy to sie odnosi jedynie do dlugich, rzadkich i przetluszczonych wlosow oraz podkreslajacych krzywizne nog dzinsow gumek i skorzanej ramoneski, czy rowniez do mlodzienczej, niepomarszczonej twarzy. Jesli to drugie tez to bylaby to niezla rewolucja w przekonaniu ze higinieczny tryb zycia opoznia starzenie skory. Podsumowujac – spotkanie Polakow na Goa bylo prawdziwym sukcesem (tym razem). Na pozegnanie zostalam obdarowana ostatnim numerem Vivy i Gali i wiem wszystko – ze ibisz jest znowu zakochany (czy ten koles zawsze musi o tym oznajmiac w wywiadzie na pol numeru???), ze Agnieszka Maciag miala zalamanie swojej kariery bo rozwiodla sie z mezem, a matce polce to sie nie godzi (ja wiem, ze dlugo juz jestem poza krajem ale od kiedy Agnieszka Maciag jest symbolem Matki Polki??? Zawsze mi sie wydawalo, ze do takiego tytulu trzeba miec 5 wrzeszczacych bachorow, meza alkoholika oraz cierpietniczy i umeczony wyraz twarzy, podkreslony malowniczym siniakiem sprawionego przez mezulka, a nasza supermodelka do tego obrazka jakos mi sie nie kwalifikuje…). Oba pisma przeczytalam z luboscia od deski do deski, a teraz zabiore sie za ‚samotnosc w sieci’, o ktorej Asia z rozbrajajaca szczeroscia powiedziala ze to nedzny harlekin, ale luksus czytania po polsku jest mi obcy tutaj wiec z wdziecznoscia przyjelam prezent:). I z lezka w oku pozegnalam prawnikow z Gdanska, a z jeszcze wieksza lza, nastepnego dnia Anie i Marcina. Obiecali ze w przyszlym roku przyjada i trzymam za slowo!!!! Festiwal polski bedzie trwal bo wlasnie jak to pisze, na okeciu czekuja sie Martynka z Grzesiem, ktorzy hi hi dostapili zaszczytu przywiezienia mi kolejnej porcji mojego dobytku i jak na razie nie poslali mi ani jednego zlego slowa za przeistoczenie ich w wielbladow. Byc moze chca to zrobic osobiscie hi hi. Jak to zrobia to w zemscie poznam ich z pania Stasia, ktora w Palolem regeneruje sie przed urodzinami Sai Baby [a raczej kolesia ktory twierdzi ze jest jego wcieleniem]. Pani Stasia tez jest z Gdanska (i jest wyjatkiem potwierdzjacym regule ze ludzie z Trojmiasta sa zajebisci) i na tym swiecie przebywa raczej juz tylko cialem. Duch krazy gdzies w przestrzeni, przekonany ze sciemniacz stulecia, Sai Baba, ktory ma iles meroli, rolsow i luksusowych posiadlosci dzieki naiwnosci bialych turystow, jest wielkim guru, a przebywanie w jego obecnosci niezwykla laska. Duch pani Stasi uwaza tez, ze jest ona – cytat – artysta fotografikiem, co udowadnia prezentujac aparat typu zorka 5. Pani Stasia wyznala nam tez ze maz ja zamknal w szpitalu psychiatrycznym ale udalo jej sie uciec. Do Indii oczywiscie, na urodziny guru. Tak, Indie robia to niektorym ludziom, o zbyt slabej psychice…
Polakow w Palolem jest jeszcze wiecej, ale o tym kiedy indziej…

No, Palolem jest juz zaladowane biala cizba. Nawet Ania i Marcin, ktorzy zrobili sobie mala wycieczke do Hampi, po powrocie stwierdzili ze jakos duzo wiecej bialych twarzy jest wokol. I tak bedzie do stycznia – z dnia na dzien coraz wiecej. Bambusowe chatki ktore zarosly okolice naszego domu sa juz w wiekszosci zajete, co jest swojego rodzaju rozrywka. Na przyklad taki Jerry, Angol co przyjezdza na Goa od kilku lat by tu przezimowac. Przez wiekszosc czasu chodzi krokiem tanecznym, z tendencja do zataczania sie. Ktoregos wieczoru przez godzine walczyl z klodka na drzwiach swojej chatki . Walka polegala na nieskutecznych probach wlozenia kluczyka do dziurki. Klucz, wedlug Jerry`ego byl oporny, co Jerry z wkurwieniem oznajmial calemu Palolem. Tak po pol godzinie nabijania sie z niego zasugerowalam mu ze moze uzywa zlego klucza. Jerry sie na mnie obrazil.
‚Kurwa, ee, az tak najebany – czkniecie – to nie jestem’.
Po czym zaczal sie drzec (jego chatka jest jakies 7 metrow od naszego domu)
‚z jakiego kraju jestes he?’. Odpowiadam grzecznie, drac sie nieco ciszej
‚Poland’.
„Holland?’ – drze sie, belkoczac nieco Jerry – ‚to pewnie nosisz drewniane buty co?’ – popisuje sie znajmoscia kultury niderlandzkiej.
‚Poland’ – poprawiam zrezygnowana – ‚starts with P not with H’.
‚Holland! No mowie ze nosisz drewniane buty’ – Jerry wie lepiej. Po kilkukrotnych poprawkach kiedy przy P prawie sie zapluwam, a Jerry wciaz posadza mnie o noszenie drewnianego obuwia, wkurwiona dre sie
‚Poland! PPPPoland, I`m fucking PPPolish ok????’.
Jerry z wrazenia siada na krzesle i przez chwile wydaje z siebie tylko
‚aaahaaa Poland’.
Mysli mysli i w koncu sie pyta ‚czyli nie nosisz drewnianych butow?’.

Albo lazienka. Niektore bamboo huts maja prywatne lazienki, ale to rzadkosc i wersja lux, ktora ma swoja cene. W economy class na klikanascie zgrupowanych chatek przypada jeden kompleks lazienkowy, ktory jest na brudno otynkowanym barakiem, w ktorym sa 2 kible i 2 prysznice. No i zlew, ktory jest na zewnatrz, tak dokladnie vis a vis naszej werandy. Przed jedynym lustrem, zawieszonym nad zlewem backpackersi dokonuja ogladu swojej swiezo zdobytej opalenizny, sprawdzaja czy wyskoczyly jakies syfki, jak wyskoczyly to wyciskaja krzywiac ryja, tudziez pieczolowicie ukladaja fryzury. I kto spedza najwiecej czasu przed tym lustrem? Nie, bynajmniej nie laski! Z najwieksza dokladnoscia swoja facjate sprawdzaja kolesie z Izraela. Mam swojego faworyta, ktory po umyciu zebow i calej reszty spedza ok pol godziny przed tym lustrem, sprawdzajac w jakim uczesaniu jest mu najlepiej, gladzac sie po brodzie (jak wiekszosc podrozujacych Israelis ma owlosienie glowy i twarzy a la Chrystus) i zagladajac sobie samemu gleboko w oczy. I tak 2 razy dziennie. A mowia ze kobiety sa prozne…

Jest takie chinskie stare przyslowie, ktore z luboscia czesto sobie przywoluje. To bylo jakos zgrabniej przez autora ujete, ale sens lecial:
‚Uwazaj o czym marzysz, bo moze sie to spelnic’.
No wlasnie. Moje chore marzenia o przenikajacym chlodzie nagle sie urzeczywistnily i juz pierwszego wieczoru wiedzialam ze mnie powalilo. Moze mialam udar sloneczny, nie wiem, w kazdym razie ja juz nie chce wiecej by bylo zimno!! Niech se beda te cholerne upaly, pot niech scieka strugami, byleby zostaly mi zaoszczedzone wieczorne i nocne chlody, zywcem przypominajace lato w Polsce. Ktore teraz dla mnei jest za zimne i tyle.
Tylko dwa takie wieczory jak na razie sie odbyly ale juz mam dosyc. Przetrzepalam wszystkie cieple ciuchy, ktorych praktycznie nie mam i doszlam do wniosku ze nei jestem przygotowana na obnizenie temperatury w zwiazku z czym sobie go NIE ZYCZE, jasne? A Manu patrzy na mnie ze stoickim spokojem i mowi ‚ale o co ci chodzi? Przeciez zima idzie?’.
Tak, zima w goanskim wydaniu polega ponoc na goracych, slonecznych dniach i dosc chlodnych acz wciaz letnich wieczorach i nocach. Podobno po zmroku sie nosi kurtki!!! Takie cienkie, wiatrowki znaczy sie, ale jednak!!! A ja mam raptem dwie bluzy z dlugim rekawem, obie przetrawione juz przez monsunowego grzyba zreszta. A w sklepikach jest od groma typowej na maksa letniej tylko odziezy, bo nie biore pod uwage jednego sklepu prowadzonego przez nepalczykow, ktorzy sprzedaja grube welniane czapki, rekawiczki, poncza i inne dobra tego typu przywiezone z ojczyzny dla turystow co chca miec pamiatke z Goa he he. Nic to – majac w pamieci wszystkich moich bliskich spedzajacych najblizsze miesiace w Polsce jakos przetrwam te zime tutaj hi hi. I nie, wcale nie chcialam byc zlosliwa hu hu;).

A zima w Indiach zaczyna sie symbolicznie razem z hinduskim Nowym Rokiem, ktory przypada 11 listopada i bardziej jest znany jako DIWALI, po naszemu SWIETO SWIATLA. Czekam niecierpliwie bo to ponoc najwazniejsze swieto w Indiach, wszystkie miasta i wsie plona od swiatel (zdaje sie ze sa regularne wyscigi kto zapali wiecej lamp w ogrodzie czy oknie) i oczywiscie jak zawsze szaleja z racami i kapiszonami. Nawet katolicy (ktorych na Goa jest od groma) kurs posagu Matki Boskiej od domu do domu (w polsce tez tak kiedys bylo chyba ze swiety obraz czy posag chodzil od domu do domu a rodzina spedzala dzien na modlitwach itd) – co w tej czesci Goa odbywa sie co roku, a rodzin jest tyle chetnych ze Matka Boska z kosciola w Chaudi ma wychodne na pol roku (jeden dom – jedna noc wiec sami se policzcie), wiec nawet katolicy strzelaja kapiszonami i racami jak pochod z Matka Boska idzie do nastepnego domu. Wiem co mowie bo OUR LADY, jak to tutejsi mowia, byla tez w naszym domu, a konkretnie w naszej sypialni he he, bo aunti Theresa Fernandes, ktora jest wlascielka domu i jest bardzo, bardzo religijna, bardzo chciala przyjac Matke Boska w swoje progi, ale posag musi wejsc glownym wejsciem, przez ganek, a glowna czesc domu okupujemy my z Manu, no wiec na jedna dobe sie wynieslismy, co jak powiedziala aunti (zero pokrewienstwa ale tez juz tak do niej mowie, bo na wsi sie nie uzywa pan pani tylko sie ciotkuje, wujkuje itd) zostanie nam przez niebiosa wynagrodzone. I zostalo. Sypialnie mamy tak wypucowana ze nasza cleaning lady nigdy tak nie dala rady, a lampka, ktora jest swietlnym pomaranczowym krzyzem (dajac bardzo mile, nastrojowe swiatelko w sypialni he he) i normalnie ledwo podswietlala oltarzyk (jest zamontowany na stale…) po roku wreszcie odkurzona jest naprawde git;). W ogole katolicyzm na Goa jest na maksa staroswiecki, czasem lekko histeryczny, a wszyscy swieci odgrywaja role niemal rownowazna z Jezusem i wydaje mi sie ze to dla nich taka pozostalosc po tysiacach hinduskich bogow – w koncu wszyscy katolicy tutaj kiedys w nich wlasnie wierzyli.

No a wracajac do Diwali to gazety grzmia ze swieto sie komercjalizuje i porownuja to do swiat bozego narodzenia w zachodnim swiecie. I chyba slusznie. Z tego co pisza to z domowego, rodzinnego, pelnego ciepla swieta zrobilo sie jedno wielkie szalenstwo zakupowe. Ludzie biora gigantyczne pozyczki z bankow by wystarczajaco wystawnie wydac swiateczne przyjecie, zakupic drogie prezenty oraz przedmioty, ktore udowodnia sasiadom ze sytuacja finansowa delikwenta jest w jak najlepszej kondycji. Znaczy sie nowy samochod, motor, sari dla zony itd. Ponoc w tym roku pobrane pozyczki sa zawrotne i analitycy przewiduja duze problemy z ich splaceniem. Coraz czesciej mam wrazenie ze Hindusi maja wiele wspolnego z Polakami. Zastaw a postaw sie… A idea Diwali, rozprzestrzenianie dobra dookola, swiecenie dobrym przykladem, wybaczanie blizniemu itd tak jakby sie zatracilo. Kolejna oznaka ze Indie ida tropem zachodu czy nie?;)
A – z ciekawostek – to swieto jest uznane za jedyny dzien w roku kiedy dzieci nie moga sie doczekac porannej pobudki. Jak dla mnie to nocnej – o 3 w nocy jest czas na rytualna kapiel w aromatycznych olejach i ziolach. A potem wyzerka (pichca rozne przysmaki w ogromnych ilosciach jakmy na Wigilie), prezenty i oczywiscie swiatla w roznej postaci. Celebruja przez kilka dni. A ja mam cicha nadzieje ze w cholernym katolickim Palolem te kilka rodzin Hindu uratuje honor wsi a ja sie napatrze:)

A tak naprawde to w tych dniach najwazniejsi i tak sa goscie z Polski. Oj fajnie jest pogadac po polsku, nie z przypadkowymi turystami, tylko ze znajomymi. Zajebistymi znajomymi, dodajmy. Dzieki Ani i Marcinowi mam mocno obnizony glos o poranku jak kiedys w Polsce (od gadania i wodki, polskiej oczywiscie), mam najswiezsza dostawe plotek i faktow z ojczyzny, przypomnialam sobie smak delicji (zachowali dla mnie jedna paczka z drogi!) i przeczytalam najnowszego sapkowskiego, ktory jest absolutnie zajebisty. I slucham nowego Nicka Cave`a, ktory rowniez jest zajebisty. Adas… – wzruszylam sie, really, dzieki za pamiec:))). No, zapraszam na Goa:)))))

Zeby lalo jak cebra, przez niemal cala dobe, na poczatku listopada, to jakas paranoja. Przynajmniej na Goa he he. Jakby sie spelnily moje marzenia sprzed kilku dni o chlodzie i deszczu. Wykonczona upalami roilam sobie w ospalym od slonca umysle ze jest zimno, bardzo zimno. Ze pada deszcz, ze ulewa. Ze chlodny wiatr. I mam. I jestem szczesliwa. To jakas naprawde powazna anomalia pogodowa hi hi. W polowie pazdziernika, w jeden cudownie pochmurny dzien niebo strzelilo maly prysznic i to zostalo uroczyscie obwolane przez tubylcow ostatnim deszczem w tym roku. A tu suprajz. Wczorajszej nocy zaczelo lac na maksa, w dzien na niebie sie klebily chmury, a w morzu cudownie sie plywalo, jak na gigantycznym lozku wodnym, ogromne ale lagodne fale windowaly w gore i nagle ups dwa metry w dol i tak w kolko. Po poludniu znowu zaczelo padac i leje caly czas. Akurat dzis sie zjechala masa turystow do palolem i podejrzewam ze oni maja zupelnie inne zdanie na ten temat ale ja sie upajam, delikatnym chlodkiem i kroplami deszczu.

Nastepnego dnia

I koniec deszczu. Co prawda jeszcze nie wrocil ten najgorszy upal, wieje wiaterek, czasem pojawiaja sie mile chmurki, ale chyba o ulewie z nieba moge juz zapomniec na najblizsze kilka miesiecy. Moze i dobrze – jutro na goa pojawia sie wyczekiwani przez mnie goscie z Polski i chyba by sie lekko zalamali jakby zobaczyli pomonsunowe wspominki. A przeciez im tego nie zycze:). Ciesze sie jak glupia na ich przyjazd, na pogadanie po polsku, na wiesci z kraju, ciekawe po ilu dniach beda mieli mnie dosyc jak ich zaleje pytaniami? Albo godzinach he he;). I Ania obiecala mi nowego Sapkowskiego co juz w ogole wznosi mnie na wyzyny szczescia:)


  • RSS