rudawazji blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2005

szach i mat

4 komentarzy

W zamierzchlej przeszlosci moich nastoletnich lat probowalam sie nauczyc grac w szachy. Bardzo szybko sie poddalam, uznajac ze jest to nudna gra dla nudnych ludzi. A teraz, od trzech tygodni uwazam ja za mega ekscytujaca. Zmienilam sie? Pewnie tak hi hi.
Gram coraz lepiej, przymierzam sie powoli do pokonania Rasika, ktory dostal pseudonim champion of Patnem. Rasik jest jednym z naszych dwoch kelnerow i zywym dowodem, ze nie nalezy oceniac ludzi po wygladzie. Gdyz Rasik wyglada jak przyglupi kroliczek. Jak kroliczek dzieki wypuklym usteczkom w ciup, okraszonych wasikiem i wystajacym zabkom, jak przyglupi dzieki tepocie malujacej sie na jego twarzy. Kiedy dostalismy szachownice, Manu wyzwal Rasika na pojedynek. W ciagu 10 minut dostal mata. Tak samo dal sie nabrac na wyglad Rasika pewien Szwed. Biedak przezywal swoja porazke przez caly dzien, po czym przyprowadzil kumpla na turniej szachowy. Obaj Szwedzi spedzali u nas kolejne wieczory, probujac pokonac Rasika. Nie udalo sie. Najzabawniejsze, ze gdy Rasik mysli nad kolejnym ruchem, wyglada jak niedorozwiniete dziecko, ktore sie zastanawia do czego te figurki sluza. Szwedzi, oprocz tego ze zapaleni szachisci, sa tez bardzo popularnymi osobowosciami telewizyjnymi u siebie. Gdzies tam dyskretnie wspomnieli, ze prowadza jakies sholy TV, ze skeczami, w co bylam sklonna uwierzyc, gdyz byli maksymalnymi jajcarzami i sholmenami. Jednak jako ze spotkania z celebrities nie robia na mnie specjalnego wrazenia, zwlaszcza gdy sa to celebrities mi nie znane hi hi, wiec zapomnialam o tym poinformowac Rasika. Dopiero po ich wyjezdzie, jeden z nowych gosci, tez Szwed, podekscytowany opowiadal jak to spotkal niezwykle slawnych kolesi ze swego kraju na plazy w Patnem. Ku jego zdumieniu grali w szachy. No wiec teraz Rasik chodzi dumny i blady ze ogral szwedzkie slawy;)

PS oczywiscie jesli kiedys Rasik ogra w szachy Madonne nie zapomne zrobic pamiatkowych zdjec. I nawet, moge to smialo przyrzec, zamieszcze te fotki na blogu;)

no wlasnie… najpierw byla intuicja, potem wiesc ze pastwisko, a potem zla wiadomosc.
nie bedzie Marteczki na Goa w najblizszym czasie.
i smutno mi strasznie.
i juz nawet wcale nie z powodow egoistycznych.
life sukcs
(czasami)

wieza babel

4 komentarzy

Pewnie znacie ten dowcip, gdzie ktos, chcac wrobic Polaka w wykonanie ciezkiej pracy, mowi mu: ‚Eh Polak, ty tego i tak nie dasz rady zrobic’. Na co Polak rusza do roboty, puszac sie: ‚ja? Ja nie dam rady?’.
No wlasnie. Jestem Polka, tego sie nie da ukryc. Byc moze sprawiam zawod nie pijac czystej wodki i zreszta prawie w ogole nie pijac (odkad opuscilam ojczyzne;), ale latwo mnie wziac na ambicje. Co gorsze, sama sie na nia biore.

Mowie o Hindi, glownym jezyku w Indiach (co z tego ze nie mowi w nim jakas 1/4 Indusow, wciaz jest to jeden z trzech najpowszechniej uzywanych jezykow na swiecie). Na poczatku mojego osiedlenia sie na Goa mialam ambitny plan nauczyc sie jezyka. Dlugie dylematy czy skoncentrowac sie na Konkani, oficjalnym jezyku Goa, czy pojsc w Hindi, zakonczyly sie wykuciem na blache kilku zdan typu ‚dokad idziesz’, czy ‚nazywam sie Kasia’. Po czym zrobilam jedno podejscie do alfabetu i wymieklam. Uznalam ze te hieroglify sa nie do pojecia dla bialego czlowieka i pocieszylam sie ze i tak wszedzie sie dogadam jakos po angielsku. I tak minelo pol roku.

Jakies dwa tygodnie temu na Goa zawinal kolega Marty, niejaki Bart (i tu male oswiadczenie – dajcie mi spokoj z wmawianiem, ze powinnam wkladac zdjecia na bloga. Wejdzcie sobie na bloga Barta. Nie dosc ze zjechal pol swiata to robi absolutnie obledne zdjecia. Milego ogladania i czytania www.bartpogoda.net ). Bart przyjechal min w towarzystwie Kamili i Rafala, ktorzy od kwietnia siedza w Bombaju i ucza charytatywnie dzieciaki ze slumsow pisac i czytac. W hindi… Przyjechali do Indii w tym samym czasie co ja. By moc wykonywac swa prace, najpierw musieli sie nauczyc jezyka. Pelen szacunek.

Oczywiscie jak zostalam skonfrontowana z zywym dowodem ze biali potrafia sie nauczyc tych hieroglifow, waz ambicji mnie glupio podkusil i teraz sie mecze jak potepieniec. Alfabet Hindi sklada sie z bodaj 11 samoglosek i 34 spolglosek, Uznalam ze dam rade sie ich wykuc. Zalamanie przyszlo po dwoch dniach kiedy zaczelam skladac literki w slowa i okazalo sie ze jak sie je laczy to powstaja zupelnie inne konfiguracje, np zamiast pisac cala samogloske wykorzystuje sie tylko jej kreske czy brzuszek czy inny luczek. Kurwa mac… W dodatku ze sluchu za cholere nie potrafie odroznic ktorego rodzaju ‚da’, ‚a’ czy ‚sza’ powinnam uzyc. Dramat prosze panstwa. Dramat. Ale ja sie tak latwo nie poddam. Ja? Ja nie dam rady?

PS. W Indiach uzywa sie ok 1600 (!!!) roznych jezykow i dialektow, z ktorych 18 prawo uznaje za oficjalne. W spadku po kolonializmie na maksa rozpowszechniony jest angielski. Jak podaja gazety, w Hinglish mowi wiecej ludzi niz po angielsku wszyscy mieszkancy Stanow i Brytanii razem wzieci. Angielszczyzna Indusow potrafi byc rewelacyjna jesli chodzi o slownictwo, czy gramatyke. Za to akcent i wymowa sa koszmarne. Zdarzaja sie tez slowka czy wyrazenia, ktore wedlug Indusow sa angielskie, ale native speakerzy nie wiedza o co chodzi. Stad sie wzielo okreslenie Hinglish. Po uzyskaniu niepodleglosci w 1947 roku rzad bardzo sie staral uczynic Hindi glownym jezykiem Indii, co udalo sie tylko czesciowo. Poludnie subkontyntynentu wypielo sie na Hindi i pozostalo wierne lokalnym jezykom, czyli w Tamil Nadu jest to tamilski, w Kerali Malayam, w Karnatace kannada. Ale w wiekszosci kraju Hindi rzeczywiscie sluzy jako jezyk ponad podzialami. Na salonach za to rzadzi angielski. Wybitna wiekszosc Indusow zna przynajmniej dwa jezyki, wyksztalceni co najmniej trzy. I nie, nie ludzcie sie ze jest im latwo, bo jezyki sa do siebie podobne. Niektore oczywiscie sa, ale z reguly sa zupelnie inne, wliczajac alfabet. Czasem probuje sobie wyobrazic jak wygladaja debaty w parlamencie, pomiedzy poslami z roznych stanow. I dlatego sie nie dziwie, ze w Indiach panuje taki chaos i nie wierze ze kiedys ktos go ogarnie. Wieza Babel. Wszyscy wiemy jak to sie skonczylo.

Takiego maila mi wysmazyla siostrzenica, z pretensjami ze nic w nowym roku jeszcze nie napisalam.
No to napisze.

Moze
Moze… (ach!)
Byc moze… (ach ach!!!)
Ale nie na pewno (kurwa!)
W lutym przyjedzie do mnie…

No wlasnie kto?
mozna zgadywac, acz lojalnie uprzedzam, ze nagrod w tym konkursie brak

Napisala ze mam sie nie napalac, ze wszystko zalezy, skrotowo ujmujac, od kolan,

Ale cholera jak ja mam sie nie napalac, no jak??????

PS a siostrzenica wlasnie miala urodziny, wiec sle spoznione zyczenia, smarkulo czy ja sie dobrze doliczam ze ty masz dopiero 20 lat?????????


  • RSS