rudawazji blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2005

Nie musze.
Nie musze robic wielu rzeczy.
Na przyklad nie musze chronic moich falujacych na wietrze spodnic przed ostrymi zebami.
Albo klapek. Te skorzane, z motylkami byly ulubione.
Nie musze tez wylewac z siebie siodmych potow probujac przywrocic sniezna biel.
Nie musze uwazac czy znowu nie poszedl na poszukiwania odpowiedniego prezentu dla mnie, jak na przyklad smierdzacy worek pelen rybich zgnilych glow.

Nie musze robic juz wielu rzeczy, ktore uwielbialam robic.

Nasz sliczny szczeniak, wypieszczony i wychuchany wpadl pod samochod.

Rycze jak bobr piaty dzien. Kto powiedzial ze nie mozna czy nie wypada oplakiwac psa jak czlowieka?
Nikt mi tego nie powiedzial. Wszyscy dookola zdaja sie rozumiec i czuc mniej wiecej to samo, choc moze nie tak intensywnie. Spotty w ciagu miesiaca zdobyl serca wszystkich.

Zamykam oczy i widze psia torpede, bialo czarno brazowa, pedzaca w moim kierunku z szerokim usmiechem na pyszczku.
Otwieram oczy i jest tak przerazliwie pusto.

Pewnego dnia byl sobie Spotty. Byl.

Indyjski Cosmopolitan jest tak rozny od swych zachodnich wersji, ze wlasciwie nie powinien sie nazywac Cosmopolitan. Nie trzeba jechac do Indii by sie dowiedziec jakie sa roznice kulturowe. Wystarczy siegnac po Cosmo hu hu.

Na okladce styczniowego numeru prezy sie i wygina oblednie piekna supermodelka Lakshmi jakastam. Dosc nietypowo bo z reguly na okladce goszcza raczej biale twarze. Za to stylizacja Lakshmi jest jak najbardziej wedle zachodnich standartow. Kuse, obcisle wdzianko, wiecej odslaniajace niz zaslaniajace, do tego seksownie rozchylone, blyszczace usteczka. Nic dziwnego ze wszystkim naszym pracownikom zaswiecily sie oczy jak Sandy przyniosla mi magazyn. Wziawszy pod uwage ze tak wyszukane pisma mozna kupic najblizej w Margao, gdzie chlopaki trafiaja raz na dwa lata, to takie Cosmo jest dla nich jak niezly pornol. No i nie sadze by ktorykolwiek z nich widzial kiedys na zywo TAK nieubrana Hinduske. Po taki widok sie jedzie do Bombaju lub Bangalore i to w bardzo konkretne miejsca. Nie, nie mowie o burdelach, tylko o modnych klubach warszawskiej, tfu, bombajskiej czy bangalorskiej elity.

No dobra, ale zostawmy okladke i piekna Lakshmi. Zajrzyjmy do srodka. W moim poprzednim wcieleniu nauczylam sie oceniac pismo po reklamach. Nie oceniac czy dobre czy zle (nigdy nie jest dobre), tylko czy jest to wlasciwy target z punktu widzenia mego chlebodawcy. Nauka z tego plynie ze kariery w marketingu to ja bym w Indiach nie zrobila. Oczywiscie jest tez mozliwe ze na stanowiska media planerow w tutejszych agencjach rekamowych zatrudnia sie tylko i wylacznie osobnikow o IQ pantofelka. Ale jakos bardziej mi pasuje wersja ze tutejsze Cosmo jest po prostu straszliwa potwarza dla dziennikarek w Europie tworzacych pismo dla WYZWOLONYCH mlodych kobiet i oczywiscie rownie wielka potwarza dla WYZWOLONYCH czytelniczek tego pisma (w jego zachodniej wersji rzecz jasna).

Wiec po pierwsze – w indyjskim Cosmo jest od cholery reklam produktow dla mezczyzn. Jest wiecej reklam meskich perfum niz damskich! Plus jakies zegarki i ciuchy. Oczywiscie kazde pismo dla kobiet na swiecie (no moze oprocz ‚Mojego gotowania’) ma od 10 do 20% meskich czytelnikow, ale po tej ilosci reklam podejrzewam ze tutejsze Cosmo ma ich o wiele wiecej. Byc moze Rasik, Randzien, Czotu i Suka nie sa jedynymi facetami w Indiach ktorzy postrzegaja Cosmo jako pismo z golymi (niemal) laskami.

Dalej. Oczywiscie sa w tym Cosmo reklamy kosmetykow (bardzo malo), bizuterii (od cholery) i szmat (kontrolnie), ale przede wszystkim sa reklamy… sprzetu AGD… pralki, kuchenki, roboty kuchenne, odkurzacze itd. Oraz wszelkie inne przedmioty potrzebne do stworzenia eleganckiego, rodzinnego domu. Serwisy porcelanowe na 12 gosci, miekkie dywany, bogato zdobione narzuty, obrusy, zaslony, jednym slowem wszystko o czym Cosmogirl moze zamarzyc!

Teraz tresc…

Od strony kosmetycznej:

Glownym tematem jest wybielanie skory. Nie mam pojecia o jakim najmodniejszym w delhijskich salonach pieknosci zabiegu wybielania twarzy pisala czytelniczka jako ze nazwa nic mi nie mowila. Ale juz wiem ze jest to bardzo inwazyjny zabieg i nie nalezy go robic czesciej niz raz w miesiacu a i tak poniesie sie srogie konsekwencje tego czynu (nie podali jako przykladu Michaela J., ale brzmialo prawie tak groznie jak proces o pedofilie). Aha, czytelniczka pytala czy raz na tydzien nie jest za czesto.

Reportaz socjologiczny:

Jego bohaterkami byly mlode dziewczyny ktore bohatersko zdecydowaly sie wynajac mieszkanie w duzym miescie, znaczy sie mieszkaja SAME, BEZ RODZICOW! Mlode bohaterki artykulu mialy od 23 do 30 lat i wykonywaly zawody typu PR dla dystrybutora fimowego (co przeczytalam z najwyzszym zainteresowaniem;), pracownica agencji reklamowej itd. Uprzejmie dzielily sie swym doswiadczeniem, budujacym, ale tez bardzo trudnym. W podsumowaniu zamieszczono garsc porad dla bohaterskich czytelniczek, ktore bohatersko zdecyduja sie pojsc w ich slady. Oto skrocony wybor:
- wybierz mieszkanie w dobrej, bezpiecznej dzielnicy, przy dobrze oswietlonej ulicy, by nic ci sie nie stalo jak bedziesz wieczorem szla od taksowki do domu
- zaprzyjaznij sie z wlascicielami budynku w ktorym wynajmujesz mieszkanie. W tym celu wrecz im wlasnorecznie ugotowane biriani lub paneer tikka masala.
- Dokadnie rozwac i odczekaj przynajmniej dwa miesiace zanim zdecydujesz sie przyprowadzic na noc mezczyzne. Wybadaj delikatnie jak sie do tego odnosza wlasciciele mieszkania i sasiedzi by nie spotkaly cie nieprzyjemnosci.
Tak gwoli formalnosci – mowa byla o samodzielnym mieszkaniu a nie pokoju u rodziny.

Seks
Tak, BYL tam zamieszczony artyku o seksie! Niestety nie zdazylam go przeczytac zanim pismo zniknelo. Slodkich, lepkich i mokrych snow chlopaki…

(no chyba ze to znowu jacys cholerni turysci ograbili nasza restauracyjna biblioteke)

PS. Wsrod listow od czytelniczek komentujacych ostatnie numery (jak sie okazuje takie komentarze sa synonimem pochlebstwa nie tylko w zachodnich magazynach), byl jeden od dziewczyny ktora spedzila kilka miesiecy w Anglii, gdzie czytala lokalne Cosmo i z taka radoscia wrocila do ojczyzny i SWOJEGO Cosmo. Jestescie duzo lepsi! Angielskie Cosmo nie jest dla mnie!

Ano nie jest. I sama nie wiem czy to dobrze czy zle.

no wlasnie… to stara notka, wyklepana kiedys tam i naprawde nie pomne czy ja wstawilam czy nie. a nie chce mi sie znowu ladowac przez pol godziny strony z blogiem by to sprawdzic;)

Chlebki hinduskie sa jednym z najsmakowitszych doswiadczen kulinarnych na subkontynencie. Podaje sie je gorace, prosto z pieca. Je sie razem z masala, czyli zawiesistym sosem najczesciej bazujacym na pomidorach i cebuli z ogromna iloscia roznych przypraw oraz w zaleznosci od tego jaka sie masale zamowilo, z ryba, krewetkami, kurczakiem, czy ziemniakami itd. Chappati, roti, naany, parathy, z grubsza roznia sie miedzy soba proporcjami maki i wody, ksztaltem i wielkoscia. Generalnie sa w postaci cienkiego placka. Zagniecione ciasto dzieli sie na male kulki. Potem taka kulke kucharz formuje w ksztalt placka, wielokrotnie go oklepujac z obu stron. Odglos jakby sie klepalo dzieciaka po golym tylku. Jak go nie slyszysz to albo siedzisz daleko od kuchni albo naan bedzie twardy i gumowaty. Tandoori to specjalny piec, ktory wyglada z wierzchu jak duza metalowa beczka, w srodku wykladany chyba kamieniami i glina. Piec sredniej wielkosci, czyli ok metra wysokosci i srednicy pol metra wazy, bagatela 300 kilo! W tandoori przyrzadza sie zarowno chlebki jak rewelacyjne ryby, paneer (ichni bialy ser), kurczaka czy warzywa. Do pieca sie wrzuca drewno i jakies tam specjalne trociny. Jak sie juz odpowiednio rozgrzeje (co najmniej pol godziny), mozna zaczac piec. Wszystko oprocz pieczywa sie nadziewa na ruszt (rybe cala lub w kawalkach, tak samo kurczaka) i wklada do srodka. Z chlebkami jest lepsza zabawa. Wspomniany wczesniej wyklepany placek przylepia sie do okraglego sporego kamienia obwiazanego mokra szmatka, po czym kucharz szybkim ruchem wklada reke prosto do rozgrzanego do czerwonosci pieca i przykladajac kamien do scianki przylepia do niej placek. Tak mniej wiecej 20cm nad plomieniami. Po paru minutach wyciaga sie go metalowym pretem. Naan bez zadnych dodatkow typu ser czy czosnek kosztuje ok 10 rupii w restauracji dla turystow, odpowiednio mniej w lokalnej.
Kucharza pracujacego przy tandoori rozpoznasz po braku owlosienia na prawym przedramieniu.

maile maile

1 komentarz

Ups dorwalam sie wreszcie dzis do skrzynki, wiele maili I wiele wyrzutow sumienia ze nie pisze…

Wiecie, jakos ostatnio bardzo zajeta jestem, to plywanie, te szachy, nauka hindi, obowiazki towarzyskie (jak sie prowadzi knajpe to trza byc milym dla gosci nie?),
To wszystko jakos pochlania strasznie duzo czasu…

No dobra, moze lepiej pozostane przy argumencie ze nie mam wlasnego komputera, a laczenie sie w kafejkach powoduje lysienie…

Ale… ja pamietam I odpisze w koncu!


  • RSS