rudawazji blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2005

Robie zakupy w lokalnym slepiku (przy ktorym sklep na zabitej dechami polskiej wsi to supermarket). Koles prowadzacy hotel (czyli mini knajpke gdzie mozesz wypic czaj i zjesc samose czy badzi), ktory jest drzwi w drzwi ze sklepem, stoi na zewnatrz I gawedzi ze slepikarzem. Korzystam z okazji i pytam sie go czy ma bans (slodkie, plaskie jakby buleczko-paczki, od ktorych sie uzaleznilam, i zawsze jak je jem skanduje sobie w myslach ‚przyjechalismy tu na bans nie na wczasy’;). Kolo mowi ze sorka, ale sie skonczyly (kto pozno wstaje temu pan bog nie daje… bansu). Wzdycham ‚what to do…’. Chlopaki kiwaja glowami, a sklepikarz dodaje ‚what to do in Kathmandu’ co jest klasyczna tu odzywka. Na co ja odpowiadam ‚kja karega…’ wzbudzajac u chlopakow smiech i blysk szacunku w oku. Nastepnego dnia znowu sie pytam czy ma bans. Koles kiwa glowa i pyta ‚kitna?’. Bez zmruzenia oka mowie ‚do’ ale w srodku rozpiera mnie idiotyczna dosc duma.

No, male a cieszy;)

(dedykowane Sapalce dzieki ktorej stukam rysikiem jak dzieciol)

Odkad zaczal sie monsun, w goanskich gazetach czesto mozna sie natknac na reklamy restauracji, klubow karaoke, resortow itd, w ktorych elementem zachecajacym jest postac wesolej zabki trzymajacej parasol w lapce. Zabki sa uczlowieczone, znaczy sie ubrane w ciuszki i trzymajace postawe na dwoch konczynach.
Wbrew pozorom nie jest to objaw zdebilenia reklamodawcy, ale sprytu przy ktorym nasz rodzimy wynalazca piwa bezalkoholowego z przymruzeniem oka to leszcz.

Otoz kiedy na Goa zaczyna sie robic mokro, zaby rozrastaja sie do dzikich rozmiarow i rozmnazaja sie jak kroliki. A ludzie ruszaja na nocne lowy. Tak prosze panstwa, nie tylko Francuzi gustuja w zabich udkach! Tzw jumping chicken uchodzi w Goa za tradycyjny, wielki i dosc kosztowny przysmak. Sek w tym ze jest to przysmak nielegalny.

Goanski rzad od kilku lat stara sie zwalczyc czlowiecze upodobanie do zab. W tym roku byla to calkiem profesjonalna akcja. Media w te i wewte przerabialy temat. Poczawszy od edukowania, ze zaby sa wazna czescia ekosystemu, zra moskity (a moskitow kazdy sie boi bo malaria) skonczywszy na grozbach, ze zaby pasace sie na polach ryzowych kumuluja w swym tluszczu chemikalia ktore sa uzywane w nawozie i spozywanie takich zabek prowadzi do roznych groznych chorob z udarem mozgu na czele. O ile ekologiczny argument jest prawda, to udar mozgu jest raczej prawda nieco hmm… naciagnieta. Ale czego sie nie robi dla dobra ropuszek, skoro nawet mandat 2000 rupii nie odstrasza. (ok 180 zl, to przecietna urzednicza miesieczna pensja szczesciarza, ktory uniknal 60% bezrobocia -wg oficjalnych danych, ktore oczywiscie nie pokrywaja duuuzej szarej strefy).

Im bardziej zaby sa nielegalne tym kosztowniejszy jest jumping chicken i tym wiecej mozna zarobic na lapaniu zab. Juz nie pamietam stawek, ale byly na tyle zacne, ze w pierwszym odruchu chcialam chwycic latarke i raczym klusem truchtac na pobliskie laki i pola skad co wieczor dobiega radosne kumkanie i rechotanie. Niestety (dla mojego portfela) przypomnialo mi sie ze jestem polwege, czyli z zyjatek jadam tylko ryby i owoce morza, co od 10 lat wzbudza we mnie na tyle wystarczajace wyrzuty sumienia, ze zabie kumkanie nadal umila nam wieczory na werandzie.

Jak sie lowi zaby? Ponoc latwizna. Pracuje sie w parach. Jeden znienacka oslepia zabe swiatlem latarki a drugi lapie i do wora. Niezbednym wyposazeniem sa kalosze, i niekoniecznie dlatego, ze lokalesi nie lubia brodzic w wodzie. Gumiaki sa bardziej ochrona przed wezami, ktore ciagna do zab jak mucha do miodu, czy tez jak czlowiek i do zab i do miodu.
I tu moj wniosek, ze skoro wedkarstwo niektorzy zwa sportem to lapanie zab jest sportem extremalnym jako ze niesie zagrozenie zycia (nie kazdego stac na kalosze) ;).

A wracajac do restauracji – jak lapanie zab jest nielegalne to ich serwowanie na talerzu rowniez. A ze klient nasz pan i bogaci goanczycy oraz turysci (glownie Indusi) nie zamierzaja odmawiac przyjemnosci swym podniebieniom (i udaru mozgom hi hi) wiec jakos se trzeba radzic i zarabiac. Trzymanie zabiego stocku na zapleczu jest ryzykowne bo policja robi naloty (kurde ja naprawde kibicuje zabom, lubie zaby i nie chce by ludzie je zabijali ale jak sobie wobrazam szwadron tajniakow czyhajacych w nocy na polach ryzowych lub wpadajacych do kuchni i szperajacych w talerzach to ogarnia mnie glupi chichot, nic na to nie poradze). Wiec raz – serwuje sie zaby tylko stalym i znanym klientom oraz turystom ktorych latwo rozpoznac w kraju w ktorym w kazdym stanie mowi sie w innym jezyku. Dwa – subtelnie sie reklamuje we wspomniany wyzej sposob. kazdy wie o co chodzi, ale nikt sie nie moze przyczepic. A zabi smakosz ma pewnosc, ze w danym klubie karaoke oprocz zdarcia ryja moze po uprzednim umowieniu sie z obsluga zakosztowac skaczacego kurczaka.

I tylko jednego nie wiem. Czy Goanczycy tez maja jakis sekretny sposob serwowania tego dania jak w kerali, gdzie sprzedaz alku w knajpach jest zakazana wiec podaja piwo w dzbanie na herbate?


  • RSS