rudawazji blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2006

Fort Aquada, ostały w spadku po Portugalczykach, słynie jako najlepiej zakonserwowany fort w Goa. Rzeczywiście niezgorszy choć dla mnie większą atrakcją były obłędne widoki. U podnóża fortu więzienie, w którym jak wieść gminna niesie, siedzi się głównie za dragi. Około 10% klienteli to białasy. Ostatnio wpadł mi w ręce kawałek przepisów z których wynika, że za rozprowadzanie, wytwarzanie ale też i posiadanie grozi nie mniej niż 10 a maks 20 lat więzienia. I kara finansowa, która w obliczu tej ilości lat chyba nie ma większego znaczenia. Więzienie, które częściowo jest ponoć w budynkach fortu wygląda niewinnie. Kilka baraczków nad brzegiem morza, zwykła brama druciana na jedną kłódkę, jeden strażnik. Strategicznie położone, wydostać się można przez bramę lub wpław. Po drodze do więzienia przejeżdża się obok ukrytego w zieleni, luksusowego resortu. Bogaci turyści dzielą z więźniami ten sam, przepiękny widok i nadmorską bryzę. Jedni płacą za to ciężką kasę, za pobyt drugich płacą podatnicy. Pomimo subtelnej różnicy w wyżywieniu i paru innych szczegółow, wciąż jest to jakiś pomysł na przedłużone wakacje w Goa za friko.

Tutejsza zima znienacka minęła. Wieczorem na werandzie nie potrzebuję już długich spodni ani bluzy. Skarpetki też straciły rację bytu. Zimny prysznic o poranku czy późnym wieczorem obywa się bez przeraźliwego wrzasku, który zastąpiły westchnienia wymieszane z pomrukami szczęścia (tu przypomina się słynne twierdzenie, że prysznic w Azji jest lepszy od seksu). W nocy nie otulam się już prześcieradłem w pozycji embrionalnej, a niedługo nie da się zdzierżyć bez wiatraka wiejącego prosto na nagie ciałko. W ciągu dnia coraz goręcej, skóra lepka od potu 24 godziny na dobę, a ryj się świeci jak psu jaja. A prawdziwe uroki hot season wciąż jeszcze przed nami.

W Polsce też ponoć odwilż. Z -35 na +1 jeśli się nie mylę?;) No, byle do wiosny hi hi…

PS. Parę tygodni temu zawitał A. (przywożąc ze sobą 2 ptasie mleczka i truskawkowe czekolady wedla – mniam!). Na wejściu kazał mi zgadywać ile pod Warszawą było w noc przed jego wyjazdem. Odważnie walnęłam -20 choć taką temperaturę to raczej znam tylko z gór lub wschodu. Jak usłyszałam -35 to naprawdę zrobiło mi się zimno choć dookoła było jakieś 30 na plusie. O dziwo, jak pokazuje przykład A., skok o 65 stopni przychodzi bardzo naturalnie. Skok w górę. Aklimatyzacja w drugą stronę to insza zupełnie sprawa. I po co było wracać?:)

Środa jak zawsze pod znakiem pchlego targu w Anjunie. Pchli to on od lat już tylko z nazwy, jeśli nie liczyć jednego raptem stoiska na uboczu, gdzie westernersi sprzedają kupę złomu a lokalesi przychodzą tłumami i kupują za grosze stare walkmany, lodówki, kable, odtwarzacze kasetowe typu grundig czy tajemnicze urządzenie z napisem bodajże ‘wzmacniacz mocy’ czy coś takiego, miejscem produkcji – uwaga – BIAŁYSTOK, a rokiem produkcji, subtelnie zatartym ale nie do końca… – he he starsze to było ode mnie! Takie dobra znajduje się wystawione pod domami w Niemczech, do wzięcia za friko, wystarczy przyjechać do Indii duuuuużym samochodem typu dom na kółkach (taki Marco ma brykę długości 11 metrów, a Thomas jezdzi na dwa traki), zapakować co się da i interes się kręci.

Ale nie miało być o złomie tylko o cyckach.

Zobaczyłam je wyeksponowane w całej okazałości jakieś dwa metry naprzeciw siebie, kiedy niewinnie siedziałam sobie na stoisku Moniki. Naprzeciw jest stoisko z ciuchami rodziny hinduskiej która wygląda jak birmańska, ale nic w tym dziwnego skoro są z terenu przygranicznego. Jedna z ich klientek przymierzała bluzkę i w tym celu ściągnęła z siebie przezroczysty cieniutki top. Pod którym nie miała nic. Bez cienia skrępowania paradowała z gołym cycem po stoisku jakieś pięć minut, dając szansę wszystkim zainteresowanym podziwiać cuda czynione przez chirurgię plastyczną. (No chyba, że panie pod 60tkę miewają naturalnie wielki, sterczący i jędrny cyc na tle dość obwisłej skóry całej reszty ciała, to wtedy zwracam honor.) Po czym spokojnie się odziała. Najpierw przezroczysty topik, następnie garsonka. Okulary w subtelnej oprawce na nos i ze stoiska wychodzi zadbana pani w średnim wieku, z ułożoną fryzurą jak z salonu, elegancko ubrana w stylu biurowym.
Przyzwyczaiłam się już do młodych Rosjanek z lubością paradujących w koronkowych topach spod których prześwitują sutki, że o spodenkach czy spódniczkach odsłaniających równo pół tyłka nie wspomnę, ale starszej eleganckiej pani robiącej striptiz na pół marketu jeszcze nie widziałam…
I to wszystko w kraju, którego mieszkanki kapią się w morzu w pełnym stroju, bynajmniej nie kąpielowym. To miłe gdy turyści respektują lokalną kulturę prawda?


  • RSS