rudawazji blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2006

Dwa cytaty z dokumentalnego filmu sprzed kilku lat ‘Last hippies in Goa’

Goa is a state of mind. It`s not just a place. And when you leave you take it with you.
(brodaty starszy hippis, od 30 lat w Goa)

There are two kinds of tourists coming to Goa. Decent tourist and junkies. (…) We don`t want hippies here. They are poor. We want rich tourists who spend a lot of money.
(szef goańskiego rządu)

Mój znajomy ze studiów (zbyt dawny i zbyt daleki by nepotyzm wchodził w grę) wydał książkę. Dobrą. Bardzo dobrą. Na tylnej okładce napisali mu ‘Czerwiński – nowy Hłasko?’. I nie jest to naciągane, bynajmniej nie z powodu znaku zapytania.
Książkę przywieźli mi Aga i Arti i oprócz mnie przeczytały ją cztery inne osoby. Wszyscy pod wrażeniem. Dużym. Arek, który pierwszy mi o niej powiedział, mówi, ze nie zna ani jednej osoby która by nie była.
Więc ja polecam dalej. Zwłaszcza, że autor nie jest specjalistą w lansowaniu się i chyba trzeba to zrobić za niego.

Piotr Czerwiński ‘Pokalanie’.

I cytat, który jeszcze dwa lata temu by mnie wykończył bo dotyczył. Ale już nie.

Tak sobie żyję. Wstaję, tyram, kładę się. Wstaję. Ujdzie w tłoku. Cała masa ludzi tak żyje. Wstają, tyrają, kładą się. Wstają. Uchodzi im w tłoku. To teraz bardzo trendowe tak żyć. Tak jak ja. Nie znam celu tej gehenny. Gdy miałem szesnaście lat i rzucałem o mur butelkami po jabolach na koncercie Zielonych Żabek, wiedziałem po co żyję. Wiedziałem to o wiele lepiej niż dzisiaj, gdy
wstaję
tyram
i tak dalej.

Chciałabym by te dni co zostały były z gumy. By dało się je rozciągnąć, by każdy miał choćby 48 godzin. Nie odliczam dni do wyjazdu by się nie dołować.
Ale jak, no jak to się stało, że jeszcze kilka dni temu to były dwa miesiące a teraz już tylko 3 tygodnie? A może mniej, boję się liczyć.
Tyle rzeczy do zrobienia przed wyjazdem. Już wiem, że nie zdążę.
To tylko 3 miesiące, powtarzam sobie jak mantrę. Dam radę. Tylko 3 miesiące. 17ego sierpnia wracam. Będzie czas na kilka tygodni w Sikkimie lub Kaszmirze. Choć kusi też Nepal. A potem znowu Goa. Plany biznesowe, które może wreszcie wypalą. I w następnym roku nie będzie wycieczki zarobkowej do Londynu tylko podróże i błogie lenistwo.
Oby, oby. A dla tak zbożnego celu warto się trochę pomęczyć.
Taki mały autobrejnłosz raz dziennie.

PS1 Cholera, właśnie policzyłam. Za 3 tygodnie będę już w Lądku. Kurwa…
PS2 a dzis rocznica. to juz (dopiero?) dwa lata

Ostatnio przez jakieś dwa tygodnie, na raty odbywało się Holi, jedno z najważniejszych hinduistycznych świąt.
Czas oblewania się farbkami gdzie popadnie. Na twarzy, włosach, ubraniach. Taki śmigus dyngus tylko na kolorowo.
Dianę ktoś pomazał na fiołkowo przy oku. Przez cztery dni wyglądała jakby przyrządziła Dirkowi za słoną zupę. Farbki są różnej jakości i niektóre długo się nie zmywają. Albo wcale, zwłaszcza z ciuchów.
Całe zamieszanie trwa długo bo jedna wieś obchodzi Holi w czwartek, druga w piątek, trzecia przez następny łikend itd.
W ten sposób na okrągło oglądasz ludzi którzy wyglądają jakby się urwali z Tworek albo fabryki farb.

Mniej więcej w czasie gdy tu celebruje się Holi, w Polsce zaczyna się kalendarzowa wiosna. I jest zmiana czasu. Czyli dzieli nas godzinę mniej niż zimą. 3,5 h. Podróże w czasie co pół roku.


  • RSS