rudawazji blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2006

Hej,
wciąż za mało jest,
tego życia żeby żyć…

A ty kim,
kim dla mnie mógłbyś być?
Może czymś
w dotyku miłym tak jak plusz.

I znów…
znów mi do głowy przyjdziesz ty

Ja się tego
wyrzekam
bo
nikt tak pięknie nie mówił
że się boi miłości
jak ty…

koszmary
koszmary
koszmarów cztery pary

Ja na imię Kaśka od kołyski mam!

chcesz więcej niż mógłbym ci dać
powiem więcej
więcej nie mam

chup chup ke
chup chup ke
chori se chori…

PS1. zawsze odnajdywałam się w tekstach Nosowskiej i Grabaża. Ale żeby w hitach bollywoodzkich też? Aaaa!!!!!!!!!!!

PS a teraz jest jechany na okrągło Franz Ferdinand na zmianę z Kornem. Nie żebym miała jakieś inne wyjście, jako że sprzęt w miejscu pracy odtwarza tylko płyty audio, a tych mam właśnie dwie powyższe. I po huj spędziłam tyle czasu przetwarzając płyty od Ryśka na mp3?

O garbieniu

1 komentarz

Brakuje mi dookoła widoku Hindusek. Wyprostowanych jak struny, niezależnie od wieku.
Znowu sié garbie.

Wchodzę do łazienki na poddaszu z zamiarem oddania się kąpieli. Otwieram okienko w spadzistym dachu. Rozbieram się, a jakże. Już mam się ładować do wanny kiedy widzę w niej jakiś duży, brązowy liść. Sięgam po liść by go usunąć a tu liść łypie na mnie przerażonym okiem. Przez chwilę nie wierzę własnym oczom i stoję oniemiała po czym z mych ust wydobywa się, jake szblonowe, ‘o kurwa!’.

I teraz zgaduj zgadula – jakież to (nie)boskie stworzenie Ruda zobaczyła w wannie?
Ponieważ to nie Goa tylko Szkocja więc odpadają wszystkie rodzaje żab (również ta ulubiona ze złotymi powiekami – Monia pamiętasz?). Również karaluchy długości 5 cm (wliczając wąsy). Nie był to też wąż (którego zresztą nigdy nie widziałam w łazience, gwoli formalności), ani skorpion, którego pod prysznicem zaciukała patelnią znajoma Dunka (a następnego dnia wyprowadziła się ze swego portugalskiego domku do hotelu, upierając się przy pokoju na piętrze).

Tyle podpowiedzi, dodam jeszcze, że nie należy mylić mojej wanny z Loch Ness. Chodzi o mniej legendarne stworzenie. Odpowiedzi uprasza się zamieszczać w komentarzach. Nagrodą dla zwycięzcy będzie…
eeee…
satysfakcja???

Jesteśmy mniej więcej w połowie mangowego sezonu, więc jechane są:

- Trzy mango dziennie. Sok cieknie po buzi, palce żółte, lepkie i słodkie.
- Raz dziennie (bardziej kulturalnie bo przez słomkę) mango pulb. W sokowni przy skrzyżowaniu pod świętym (jak mnie kilka miesięcy temu, o północy zapewniali podstarzali hippisi przebywający w zdecydowanie innym wymiarze niż ja) drzewem w Chaporze. Do sokowni (słynnej od lat) zaprowadzili mnie Mela i Mario, co jest o tyle obciachem (dla mnie) , że mieszkałam w okolicy kilka miesięcy dłużej od nich hi hi.
- A jak nie po drodze Chapora to choćby Maaza w jakimkolwiek sklepie. (tak, M&M, wiem że kręciłam nosem, że nie lubię sztucznych soków itd, ale w końcu jak sami mówiliście – przecież to MAAZA!:)

Nie ma co se żałować, w końcu przeżarcie się mango w tym roku mi nie grozi;)

PS. wierzyc mi sie nie chce ze napisalam to raptem 3 miesiace temu

Jest jedna rzecz, która mnie w Szkocji kręci na maksa i przyprawia o nieustanny zachwyt.

Jest po północy, a niebo wciąż wygląda jak przy samej końcówce zachodu słońca. Stalowoniebieskie z ciepłą, ciemnożółtą poświatą na samym dole. Góry wyraźnie się na tym tle odcinają i jest jaśniej niż przy pełni księżyca w bezchmurną noc. Właśnie są najdłuższe dnie. Kiedy wstaję przed siódmą słońce jest już całkiem wysoko i ciepło praży. Oczywiście w ten jakże rzadki słoneczny dzień he he. Nawet o 3 w nocy wciąż nie jest prawdziwie ciemno. Po dwóch latach w tropiku gdzie noce i dnie przez cały rok są niemal tej samej długości (w Goa jest różnica może jednej godziny pomiędzy zimą a latem) a zachód słońca jest piękny ale krótki, i ciemność która po nim zapada jest tak czarna jak to tylko możliwe (no chyba że jest pełnia), wciąż nie mogę się przyzwyczaić. Że o 23ej jest zupełnie jasno jak w środku dnia. Że zachód słońca trwa kilka godzin. Że noce są JASNE. Choć pewnie jak w końcu kiedyś odwiedzę Małą w Norwegii to dopiero wtedy się przekonam co to są naprawdę biełyje noce.

Całe szczęście, że jestem tu latem. Zimą, kiedy proporcje się odwracają to musi być koszmar. Już w Polsce krótkie dnie zimą i brak odpowiedniej dawki światła słonecznego są ciężkie do zniesienia. A tutaj nie ma co się dziwić, że jest tak wysoki odsetek depresji. I dlatego tak mi opadła kopara kiedy Nina i Johnny oświadczyli, że oni to właściwie wolą zimę niż lato: ‘Bo wtedy siedzisz w pokoju, ogień trzaska w kominku i jest tak przytulnie.”

Jak to mawiała moja ulubiona polonistka z liceum ‘przez grzeczność nie zaprzeczę.’ Aczkolwiek należy dodać, że profesor Trzebiatowska z największą lubością używała tej kwestii kiedy człowiekowi wyrwał się krytyczny samosąd typu ‘ale głupia jestem’. Co nie zmienia faktu, że Trzebiatowska naprawdę była jedną z moich ulubionych nauczycielek.


  • RSS