rudawazji blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2007

Ofelia

34 komentarzy

Matka natura hojnie mnie obdarzyła sinobiałą skórą topielca, której kilka tygodni desperacji plażowej nadaje zaledwie miodową barwę. I żeby nie było nieporozumień, mam na myśli miód z lipy a nie spadziowy. Kiedyś na wakacjach w Chorwacji, po tygodniu okupowania plaży zostałam posądzona o bielactwo skóry. Trafił mnie lekki wkurw bo wydawało mi się wówczas, że się nieźle opaliłam.

Odkąd wybrałam wolność, wiem, że jednak nawet ja mogę się dorobić pięknej brązowej skóry. Kilka miesięcy w oceanie, na plaży i skuterze i proszę jest. Razem z nowymi zmarami, ogólną szorstkością i utratą elastyczności skóry (to eufemizm na obwisające policzki, Alek bądź prawdziwym przyjacielem jak zawsze i napisz że mnie pojebało).

I dlatego uważam, że to skandal, że po tak ciężkiej pracy, przy tak okrutnej cenie, połowa tego brązu znika w tydzień, a po dwóch wyglądam jakbym wróciła z wakacji jakiś rok temu. Acz muszę przyznać, że nogi, które jak każdy wie, najtrudniej jest opalić i zajęło mi to tyle co przeciętnej kobiecie ciąża, najdłużej też trzymają kolor. Co nie ma specjalnego znaczenia, wziąwszy pod uwagę, że a/ jest październik, b/ jestem w Norwegii c/ nawet basen odpada bo mam uczulenie na chlor i nie wzięłam kostiumu.

To nie jest notka o szkodliwości promieni słonecznych. Choć szkodzą.
Ani o tym, że opalona skóra wygląda lepiej niż nie opalona. Choć wygląda.
Ani o tym, że łatwo (względnie) przyszło, łatwo poszło, a na trwałe efekty trzeba długo pracować. Choć tak jest, z reguły.

Ja tylko chciałam się poskarżyć, że mam blady ryj i to mnie wkurwia.

Gekoniasta posłała mi mały ochrzan, żebym wreszcie opisała na blogu tę nieszczęsną kolejność zdarzeń które doprowadziły do deportacji mej skromnej osoby z krainy uśmiechów. Znaczy się Tajlandii.
(Nieprzerwanie zachwyca mnie subtelność Tajów reklamujących swój kraj jako „Land Of Smiles’ zamiast „Land of Very Cheap Prostitutes”, albo przynajmniej „Land Of Nasty Smiles”).

Z Gekoniastej, którą absolutnie uwielbiam, wyszła ohydna hipokryzja, proszę zajrzeć na jej bloga, link po prawej, by upewnić się co do głębi tej hipokryzji. Kochana! Proponuję następujący deal – zacznij wstawiać jedną, soczystą notkę na miesiąc (JEDNĄ! NA MIESIĄC! To małe wymagania czy nie?) a ja opiszę moją deportację hihi. Łącznie z półtorej doby spędzonej w lotniskowym pierdlu…

O 10:00 rano samochody są pokryte grubą warstwą szronu, a termometr pokazuje zero stopni. Celsjusza. Za to w południe wychodzę do nasłonecznionego ogródka w spodenkach i koszulce. Nie na jakoś długo, ale też nie spierdalam w podskokach po sekundzie. Pierdolca można dostać z tą pogodą. Ale na spacery z Gizmo o każdej porze dnia na wszelki wypadek zakładam narciarską kurtkę i biorę rękawiczki. I mam w dupie tubylczą ludność, która się na mnie patrzy jak na debila. To oni są nienormalni wydając majątek na zajebiste bryczki, którymi potem jeżdżą 40 na godzinę, nie ryzykując przekroczenia prędkości choćby o kilometr bo najniższe mandaty stanowią wielokrotność pensji polskiej pielęgniarki. Poważnie. Przyjaciółka zostawiła mi na kilka dni dom i audi. W każdym innym kraju byłby to szczyt nierozwagi, żeby nie powiedzieć głupoty hihi ale nie tutaj. Pojechałam tym audi raz i mi się odechciało. Nie umiem jeździć tak zajebistym sprzętem wolniej niż na rowerze…

No a tak ogólnie to jest tu ładnie tylko zimno jakoś… i jak na mój gust za czysto i higienicznie hihi. Jeszcze się odezwę. Pa

PS Jak dobrze że moja przyjaciółka, która mnie gości, a do tego zna adres tego bloga i biegle polski, wręcz od hy hy urodzenia, jakoś nie przepada za swą przybraną ojczyzną. Nie muszę się krępować przez grzeczność he he. Mała jestem z tobą! A nawet U ciebie;)

O ile przeglądanie wspomnień, zdjęć i notek (zwłaszcza tych nie zamieszczonych), jak też oglądanie zakupionych w ostatniej chwili filmów serferskich, i niestety również przetrzepywanie travelerskich websajtów, to wszystko powoduje ataki już nawet nie nostalgii, czy rozdzierającej tęsknoty tylko regularnego, prozaicznego doła i świński, zbyt częsty trucht do lodówki, to zapuszczenie sobie Matta Band jak zawsze poprawia humor.

Kamu ketahuan
Pacaran lagi
Dengan dirinya
Teman baikku

I chociaż na żadne jatuh cinta lagi się nie zanosi to przecież bersama sama kita bersama satukan rasa;)


  • RSS