rudawazji blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2008

JA (z nadzieją, poprawiając włosy i przybierając wyraz twarzy, który uważam za ładny) – Asia, w jakich włosach uważasz, że jest mi najlepiej? W tych pasemkach co miałam jak przyjechałam, w tych brązowych co miałam po tej farbie ‘mahoniowy blond’, czy teraz w tych bardzo ciemnych po farbie ‘jasny brąz’?
MAŁA (nie odwracając się od zlewu): – w tych blond co masz na zdjęciach

Ruda lubi o sobie myśleć jako o osobie konsekwentnej. Nie da się jednak ukryć, że najbardziej konsekwentna jest w ustawicznym zmienianiu planów. I tak zamiast dwóch, no maks trzech miesięcy w Norwegii niedługo zrobi się sześć (tu uprasza się o owację na stojąco dla Małej, która Rudą ciągle gości). A zamiast roku podzielonego na Indie, Indonezję i Filipiny będzie Ameryka Południowa. Od maja. Na tyle na ile styknie kasy (a tego nie wie nikt). Będzie też nowy blog (a nawet chyba dwa), bo trochę głupio opisywać wrażenia z takiej Kolumbii pod szyldem ‘w Azji’. Ale o nowych adresach zostaną państwo poinformowani w stosownym czasie (czytaj: kiedy Ruda, debil komputerowy opanuje nowy szablon).

PS Mniej więcej raz na tydzień Ruda pogrąża się w otchłani czarnej rozpaczy uświadamiając sobie, że w tym roku stopy w Azji nie postawi. Jest jednak duża szansa, że pomimo tego będzie konsekwentna. Bilet do Salvadoru nie podlega refundacji.

 Najprawdobodobniej najlepszą fuchą w Norwegii byłoby dorabianie w popularnym wśród ludzi młodych (acz pełnoletnich) klubie, jako czyściciel rzygowin. Pełnoletni koniecznie, by mogli kupić legalnie alkohol. Przy tym jak najmłodsi, by jeszcze nie mieli tego nabytego w wieloletniej praktyce wyczucia ile można w siebie wlać bez kompromitujących konsekwencji. I proszę, od jednego rzyga zapodanego poza obrębem toalety 300 koron wpada do kieszeni czyściciela. Ok 135 zł za kilka minut roboty. Prosto z portfela tego kto pawia puścił więc chyba nawet nieopodatkowane. Rzygać nie umierać. Swoją drogą to norweski rząd ma ciekawe metody radzenia sobie z alkoholizmem obywateli…

PS Rodaków zainteresowanych migracją finansową uprzedzam, że nie zajmuję się pośrednictwem pracy.

  Norwegowie dają dość powodów by po nich pojeździć, o czym zostałam uświadomiona pierwszego dnia w pracy przez kolegę ze Stanów, który na dzień dobry oświadczył, że on ich nie nazywa ‘Norwegians’ ale ‘Nerdwegians’, no i oczywiście upiera się, że mieszka w Nerdway. Potem jeszcze opowiedział mi melodramatyczną historię swego życia, która zawierała elementy słońca (California beach), skandynawską blondynkę, szaleństwo miłości które skusiło bohatera do wyrobienia sobie paszportu a następnie gwałtowny spadek temperatury i hormonów oraz wynikającą z tego decyzję o powrocie na łono Wuja Sama. I tu następuje punkt kulminacyjny kiedy ona pokazuje jemu test ciążowy. ‘No i utknąłem w tej cholernej Nerdwegii. Ona nie chce mieszkać gdzie indziej, a ja chcę być blisko córki. Pięć lat, czy ty rozumiesz co to znaczy???’.

No dobra, tyle o biednym Billim, przejdźmy ad rem. (żeby nie było że potrafię się posługiwać jedynie polską odmianą łaciny).

Norwegowie rzeczywiście nie są normalni. Przez całą zimę mają otwarte ogródki w klubach i restauracjach. Ogródki są pełne zarówno palaczy w letnich kreacjach co wyszli na chwilę (od zeszłego roku w Norwegii panuje zakaz palenia w miejscach publicznych), jak i cieplej odzianych niepalących co się zasiedzieli na tym mrozie przy kawusi. Kiedy rączym kłusem przemykam obok takiego ogródka, odziana na tłustą cebulkę by jakoś znieść te minus 10 stopni, to czasem mam ochotę przystanąć i tak po prostu się wydrzeć ‘Czy was ludzie pojebało?’ co by dać ujść emocjom. (mamo nie denerwuj się, jak na razię duszę je dzielnie w sobie).

Oczywiście można na sytuację ogródkową spojrzeć jako na konsekwencję nie tylko zakazu palenia, ale też bardzo zdrowego upodobania Norwegów do przebywania na świeżym powietrzu. (To chyba jedna z ostatnich nacji europejskich, która wciąż w niedzielę zamiast siedzieć przed telewizorem czy zwiedzać centrum handlowe, bierze rodzinę na wycieczkę do lasu. Lubię myśleć, że nie tylko dlatego bo sklepy w niedziele zamknięte). Rownież rowerzysta z zapałem przebijający się przez zaspy śnieżne niekoniecznie jest psychiczny, acz z trudem akceptuję taką możliwość.

I w sumie tylko jednego z tymi sportami nie rozumiem. Dlaczego oni się tak upierają, że najbardziej lubią oglądać skoki narciarskie a uprawiać snowboard, skoro wszystkie znaki na oblodzonej ziemi wskazują, że tak naprawdę w ich oddziedziczonych po przodkach wikingowych sercach drzemie marzenie o jeździe figurowej? Bo jak inaczej tłumaczyć fakt, że jeszcze nie było w tym kraju strajku przeciwko drogowcom, którzy żwirkiem posypią szklankę na chodnikach tak mniej więcej raz na tydzień. A w pozostałe dni tańcz głupi, tańcz. Na lodzie. Przez te wszystkie lata w Azji moje zdrowie nigdy nie było tak narażone na poważne uszczerbki jak tutaj każdego dnia gdy idę do pociągu. Że nie wspomnę o zdrowiu psychicznym które cierpi gdy wchodząc pod górę zaczynam zjeżdżać do tyłu. I oczywiście polskim honorze kiedy kolejny raz tłukę dupą o glebę.


  • RSS