rudawazji blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2008

zmiany

5 komentarzy

Jadę z lotniska i wybałuszam oczy na nie widziane nigdy wcześniej osiedle przed Polami Mokotowskimi. Nawet nie wygląda na nowe.
Dostaję czkawki z wrażenia na widok elektronicznych tarcz na przystankach tramwajowych wyświetlających bieżący rozkład jazdy, z elektroniczną panią w tle czytającą dla niewidomych lub analfabetów. Głos pani ledwo się przebija przez zgiełk, ale podobno niewidomi mają wyostrzone pozostałe zmysły a analfabeci sami są sobie winni.
Jest szaro, jak zawsze. Szare niebo, szare budynki, szarzy ludzie. A pomimo tego cały dzień nucę w głowie ‚Warszawę’ TLove. Musiałam wyjechac stąd by zrozumiec, że kocham to miasto. Za dziesięc lat dorosłego życia i parę innych niewytłumaczalnych drobiazgów.

Jak kilkanaście lat temu za każdą wizytą w Trójmieście, wypatruję zmian. Walą po oczach na każdym rogu, nowymi budynkami, witrynami, nieobecnością starych.
Zmiany przyjmuję na klatę. Czasem z radością, czasem z nostalgią, zawsze z dziecięcym zdziwieniem.
I tylko raz robi mi się rozpaczliwie smutno, gdy na Placu Trzech Krzyży odkrywam, że zamiast Cafe Modulor jest jakiś sklep ze szmatami. I nie żeby Modulor był jakąś zajebistą knajpą. Po prostu był w dobrym miejscu. Miejsce tysiąca godzin przeplotkowanych z przyjaciółmi, znajomymi tudzież kontaktami służbowymi.
A smutno mi się zrobiło bo to właśnie w Modulorze widziałam ostatni raz w życiu Nitkę. Cztery lata temu, bez może dwóch tygodni.

I pół roku później znowu jestem na Torpie, znów jest posępnie, pochmurno i leje. Same same but different.
Do niektorych miejsc dobrze jest wracać, z innych najlepiej się wyjeżdża. Norwegia może wpaść w obie kategorie, może, kiedyś. A na razie Polska. Patrząc na tłum rozpoznawalnych na kilometr Polaków wysypujących się z Wizzaira do którego zaraz będę wsiadac,  przypomina mi się że pół roku temu byłam pewna że w kwietniu będę serfowac w Indonezji.


  • RSS