Miałam napisać tyle notek.

O powrocie do Cusco i wpływie niedoboru  tlenu na miłość, której przez chwilę nie było.
O tysiącu powitań. (Ani razu nikt mnie nie zapytał czemu wróciłam tylko ‘ gdzie byłaś tyle czasu?’)
O nowym miejscu do mieszkania i pracowania, o panoszeniu się po innej części Cusco, o przyzwyczajaniu się do nowego marketu, o codziennych wspinaczkach na Lucrepatę i stopniowo rozkwitającej nienawiści do zbyt wąskiej uliczki, zmuszającej do przyklejania się do ściany za każdym razem, gdy przejeżdżała pierdząca prosto w twarz spalinami taksówka tico pasująca bardziej do złomowiska.
O tym jak szybko Cusco leczy rany, tęsknoty, wątpliwości i obawy, które przyklejają się jak gówno do podeszwy podczas pobytów w Europie.
O zwariowanych i zajebistych 35ych urodzinach z niespodziewanymi dwoma tortami, z których jeden podstępnie wylądował mi na twarzy, taka ulubiona peruwiańska tradycja.
O zmianach personalnych i imprezowych na mieście i wśród znajomych. O rozgrywkach, wojnach i bijatykach salsowych.  Temat rzeka.
O najbardziej zdumiewających, wkurwiających i komicznych zagraniach chłopaków Latino w kwestiach damsko męskich. Z co ciekawszymi fragmentami mejli i smsów. Opracowane na podstawie zeznań kilku gringas. Muszę to kiedyś nadrobić, bo to zbyt cenny materiał by go zmarnować.
O Chino, sin comentario i nowym statusie gości honorowych w naszej ulubionej tiendzie.
O absolutnie genialnych Świętach Bożego Narodzenia, na które zaprosili nas nasi ukochani bracia Moses i Cristiano. I o tym, że w Cusco jeszcze znają granicę pomiędzy celebrowaniem Świąt a ogłupiającym konsumpcjonizmem.
O wejściu na kolejny etap w naszej miłości do Cusco, czyli wyprowadzce na własne.
O tym, że zostajemy do khem, khem, maja…
I o tym, że jestem szczęśliwa, cada hora, cada dia.

Ale życie w Cusco jest tak intensywne i zwariowane, że jakoś ciągle brakuje czasu by którąś z tych notek napisać. Więc tymczasem, żeby nie było, że ostatnia notka w tym roku jest z początku listopada, tą listą braków żegnam się z Wami na rok 2009. Życzę Wam byście się bawili w noc sylwestrową równie dobrze, co ja rok temu i tego samego życzę sobie. Co się pewnie spełni, bo przecież znowu spędzam Sylwka w Cusco. I kto by wtedy pomyślał…

Prospero Año Nuevo!!