No dobra, może już czas potwierdzić to, co wszyscy i tak już wiedzą. Straciłam serce do tego bloga. Inspiracji i tematów nie brak, ale chęci i owszem bardzo. Bo to głównie o chęci chodzi, motywacja nigdy nie była mi potrzebna, a brak czasu to zawsze mniej lub bardziej nędzna wymówka.

Więc chcę przeprosić wszystkich, którzy czekają i systematycznie tu zaglądają.

Nie będę obiecywać, że napiszę kiedyś ciąg dalszy poniższej notki (a miała mieć jakże wymowny – acz tylko dla tych co zawarli bliższą znajomość z peruwiańskim nadmorskich ptactwem – tytuł ‘morza szum, ptaków chrum’, bo z tych obietnic nigdy nic nie wynika. I nie mam pojęcia kiedy popełnię kolejną notkę i czy będzie to w tym roku. I to nie jest brak szacunku dla Was, bo ja go mam i do tego jeszcze dużą dawkę wdzięczności za wszystkie komplementa, które mi przez te lata prawiliście, słowa wsparcia oraz obrony przed co wredniejszymi czytelnikami i ich komentarzami.

To nie jest żadne pożegnanie, bo na pewno coś tam jeszcze skrobnę, więc nie będę się bawiła w drama queen bo tego jest dość w mym latynoskim życiu he he.

Ale umówmy się, że nie będę was zalewała moją pisaniną w ilościach przesadnych a Wy to zrozumiecie i wybaczycie.

PS a tak w ogóle to życie w Cusco jest przednie i datę wyjazdu przełożyłam na listopad, więc jak ktoś się wybiera w okolice i chciałby mi na przykład przywieźć dary z ojczyzny to niech daje znaka. W zamian służę informacjami (z reguły sprawdzonymi) i radami (jakże często trafnymi). Besos y abrazos